sobota, 24 maja 2014

Capitulo III ,,Prawda jest ważniejsza niż ból''



****

Życie przynosi nam wiele trudności, przeszkód. Po prostu rzuca nam bezczelnie kłody pod nogi, ale robi to w jednym celu, aby sprawdzić, kto tak naprawdę w tej grze jest silny. Kto po upadku pozbiera się i będzie pomagał, a kto podda się i zniknie. Często mówimy, że los jest niesprawiedliwy, ale on wyznacza własne zasady, do których my musimy się dostosować. W naszym życiu występuje również ból, rozpacz, smutek, to wszystko nas załamuje, ale gdyby nie te czynniki, później nie byłoby radości z tego co mamy. Życie ma wiele kolorów i musimy tolerować każdy z nich. Zawsze i mimo wszystko.

****

Siedziałam na ławce przeglądając się w ekranie od telefonu, przy okazji co chwilę na niego spoglądając czy nie dostałam jakiejś wiadomości. Natalia spóźnia się już od połowy godziny,a ja zaczynam się denerwować. Sprytnie chwyciłam swoją torebkę i ruszyłam ścieżką w parku, mając nadzieję, że po drodze na nią wpadnę. Mój dzień ciągnął się w nieskończoność, chciałabym w sumie już iść spać, odpocząć trochę i już tak wiele nie myśleć. Nadal zastanawiam się nad tym co mówiła
Naty. Może nadaję się do tej szkoły? Natalia z reguły nie kłamie. Nie umie tego. W sumie fajna sprawa chodzić z przyjaciółką nawet do jednej klasy. Nigdy nie mogłam uwierzyć w to, że mam jakiś talent, chociaż dużo osób mi o tym mówiło. Przez całą drogę nie mogłam spotkać przyjaciółki. To dziwne. Ona się nigdy nie spóźniała. Czułam, że czuje się coś złego. Ruszyłam pewnie przed siebie i udałam się do Studio. Nieśmiało ruszyłam do jednej z sal, następnie do kolejnej, ale nigdzie nie mogłam jej znaleźć. Wreszcie wparowałam do sali z numerem osiem. Osoba którą tam zobaczyłam, sprawiła, że moje nogi zrobiły się jak z waty. Siedział przy pianinie, jak zwykle, pan idealny - Diego. Brat Natalii. Nie mogłam sama zrozumieć mojego głupiego zauroczenia nim. Zawsze wydawał się inny niż wszyscy, wyjątkowy. Tak naprawdę od jakiegoś czasu wiedziałam, że się w nim zakochuje, nikomu o tym nie mówiłam. Bałam się. Diego Hernandez. Ideał. Tak, to idealne słowo na niego. 

Tylko problem tkwi w tym, że nigdy z nim nie będę. Nie jestem wyjątkowa.  -Ludmila.- Powiedział odwracając się. Po chwili stał już koło mnie. - Pewnie szukasz mojej siostry.  
-Yhym.- Odpowiedziałam nieśmiało, w tym momencie stanęła mi gula w gardle. Stał blisko, mogłam poczuć jego oddech.
-Tutaj jej raczej nie spotkasz. - Opuścił głowę.
-Dlaczego? Co się dzieje?- Nasza rozmowa nabierała delikatnego obrotu spraw.
-Ona... Jest w szpitalu. Prosiła, żebym Cię tym nie zamartwiał, ale wiem, że tak będzie lepiej.- Po mych policzkach automatycznie popłynęły łzy. Nie wiedziałam co mogło się stać. Dlaczego ona jest w tym piekielnym miejscu? Co mogło się stać?
-Co... Co się stało?- Mówiłam ocierając oznakę bólu.
-Miała wypadek samochodowy. Razem z naszą matką...- Powiedział załamany.
-Dlaczego nie jesteś w szpitalu tylko tu?- Zadawałam coraz głupsze pytania, czułam, że potrzebuję teraz czyjejś bliskości. 
-Nie mogłem wytrzymać tej presji.-Opadł na krzesło.- Musiałem trochę odpocząć. Nie wiem jakbym tam wytrzymał. 
-Diego...- Nie dał mi dokończyć.
-Nie, Ludmila. Nie będzie dobrze! Już nie...- Poddawałam się. Ta rozmowa nie przebiegała tak jakbym chciała, a on zdawał się czytać mi w myślach. - Przepraszam.- Wyjęczał. Znów podszedł do mnie i powoli odgarnął blond loki, które opadały mi po twarzy.
-To dla nas obojga ciężka sytuacja, ale musimy sobie radzić. - Znów robił to samo. Mieszał mi w głowie. Minęło pół roku odkąd go znam, a już zdążyłam pokochać. To chore. Poczułam jego ciepło przy sobie. Przytulił mnie. Wtedy nie wiedziałam sama co czuję...
Zgubiłam się.

****


Widząc go czułam, że skończy się to źle. W pewnym momencie pomyślałam, że to jakiś głupi sen, z którego zaraz się obudzę i będzie po sprawie. Błagam... Każdy tylko nie on.
-Widzisz, jesteśmy na siebie skazani.- Uśmiechną się złośliwie.
-Jak zwykle...- Odpyskowałam, mu również z nieszczerym uśmiechem.-Uszczypnij mnie, bo nie wierzę.
-Dobra, może nie przepadamy za sobą, ale nie rozumiem Cię, wiesz? Może chociaż trochę poudawajmy. Jesteś wstrętną osobą, bez serca. I nie mów mi, że Cię nie znam, bo znam Cię zapewne lepiej niż ktokolwiek inny, Violetto.-Zaczął swój monolog, a mnie wbijał kolec w serce z każdym wypowiedzianym słowem.- Tak, nienawidzę Cię, ale to zadanie, a my musimy je wypełnić. Zrozum wreszcie i przestańmy się gryźć o byle co. - Bolało, nigdy nie pomyślałam, że przez taką osobę jak on będę musiała cierpieć. W oczach pojawiły się łzy, chciałam coś odpowiedzieć, ale nie mogłam. Zamurowało mnie. Zbił mnie z tropu. 
-Mogę powiedzieć dokładnie to samo o Tobie. Nigdy, przenigdy nie próbowałeś mnie poznać, zbliżyć się. Cokolwiek. Zawsze tylko byłam złą osobą, do wszystkich tak mówiłeś. Nienawidzisz mnie, a to chyba w Tobie jedyne szczere uczucie. Nie mogę uwierzyć, że muszę współpracować. To chyba najgorsze z możliwych wyjść. Kiedyś nawet myślałam, że mogłabym Cię pokochać, ale teraz wiem, że jesteś okropny. Nie mam ochoty Cię nawet znać. Widzisz co ze mną robisz? Próbujesz zniszczyć i pogrążyć. Dlaczego? Jesteś o coś zazdrosny? Nie dzisiaj Leon, cześć.- Odeszłam od chłopaka po czym podążyłam w stronę parku. Chciałam się otrząsnąć, ale nie mogłam. Powiedział mi prawdę, której nie chciałam słyszeć, coś co nie mogło dać mi uwierzyć, że tacy ludzie istnieją. Nigdy nie chciałam krzywdy innych. To wszyscy w Studio ubzdurali sobie, że muszę błyszczeć. Robiłam co musiałam. Tyle. Za plecami usłyszałam czyiś krzyk.
-Violetta! Zaczekaj chwilę!- Stanęłam i odwróciłam się do chłopaka. To Federico. Nagle poczułam jak moje problemy uciekają.
-Płakałaś? Coś się stało?- Dopytywał gdy mnie zobaczył.
-To tylko kilka łez, nic istotnego, Federico.- Zaprzeczałam i chciałam iść dalej.
-Jak to ''nic istotnego'' dla mnie to ważne, proszę.- Widziałam, że mu zależy, jednak nie chciałam opowiadać o moich problemach.
-Nie dzisiaj, Fede, proszę.
-Chodzi o Leona, prawda? Widziałem Was.- Opowiadał.- Mów. Co Ci zrobił.
-Powiedział tylko prawdę, Fede...- Zaprzeczyłam jego domyśleniom i szybko odeszłam, zostawiając chłopaka samego.
''Powiedział tylko prawdę''. 
Najgorszy moment w życiu? Gdy dowiadujesz się, że ktoś na kim Ci zależy, tak naprawdę Cię nienawidzi...


*****

Kolorem szarym jest ból, który odciąga nas od prawdziwego życia. Przez niego ronimy łzy i cierpimy. Niektóry wywoływany z małych, nic nie znaczących rzeczy, ale są też większe, które sprawiają, że wali nam się życie. Najgorsze w bólu jest to, że często nie ma nam kto pomóc. Wtedy zostajemy sami.
My i głucha cisza.
Nikt więcej nam nie przeszkadza. Samotność również boli.
Ale czasami jest najlepszym lekiem...


*****************************************************
Napisałam rozdział! Impra nanana xD Dobra nie, nic :D Odwalaaaaaaaaaaa.
Teraz w każdym rozdziale będzie o tych kolorach, jeżeli chcecie wiedzieć o czym jest to opowiadanie, dlaczego kolory i dlaczego zmieniłam tytuł na ,,Life isn't a theatre'', zajrzyjcie do zakładki ''W teatrze'' oraz żeby przybliżyć sylwetki postaci zajrzyjcie do ''Aktorów''. 
,,Life isn't a theatre'' - Życie to nie teatr. Czytając zakładkę, o której wcześniej pisałam dobrze wszystko zrozumiecie. Mam nadzieję, że moja wizja, która urodziła się o czwartej nad ranem Wam się spodoba. Piszcie o swoich przemyśleniach na ten temat!
Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, ale nie mogłam się ogarnąć, miałam mały problemik, ale już jest okey. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. To co? Znów szantaż? Przepraszam Was za to, ale inaczej wcale nie będzie komentarzy.

18 komentarzy od różnych osób = Capitulo IV ,,Błękitna tęsknota''

Dwa tygodnie rozdziału nie będzie, bo jadę na wycieczkę w ten piątek i wracam dopiero za tydzień (7.06). Odpocznę, pomyślę, zregeneruję siły. Więc co? Do czerwca!
Kocham Was ♥ x


Kathrina

sobota, 17 maja 2014

NOWOŚĆ! REKLAMA, REKLAMA WSZĘDZIE!

Hej kochani!
Ostatnio nie dodaję rozdziałów, ale nie sam brak weny był tego powodem. Byłam zajęta i to bardzo. Prawie miesiąc czekałyśmy! 17 cudownych dziewczyn, ukochanych i wspaniałych, a oto owoc naszej współpracy:


Kochani wpadajcie, komentujcie i czekajcie! Bez przedłużeń: ZAPRASZAMY WAS!

P.S. Mam połowę rozdziału, pojawi się w następnym tygodniu :*

Kathrina

niedziela, 11 maja 2014

One Shot: ,,Nadzieja umiera ostatnia, a miłość nigdy nie doświadcza śmierci'' ~ Fedemila || Kathrina

KLIKNIJ CZYTAJ WIĘCEJ.




♣♣♣♣

Każdy z nas ma prawo kochać, nie ważne jest ile ma się lat, jakiego jest się wyznania czy kto ma jaki kolor skóry. Każdy z nas kogoś lub coś kocha. Zawsze nadzieje na lepsze jutro umierają jako ostatnie, a miłość, trwa wiecznie niezależnie od sytuacji, w naszym sercu zawsze zostaje chociaż reszta z tej osoby, chociaż mały okruszek, drobna rana, którą nosimy przez cały życie. Ale czy tylko ludzie mogą kochać? Czy inne stworzenia nie mają prawa miłości? Czy to pojęcie względne, którego tak naprawdę nie da się zbadać, doświadczają tylko nieliczni? A może to śmierć, zaginięcie lub brak bliskiej osoby nas zmienia i zmusza do kolejnej miłości...? Błędy w notatniku możemy zetrzeć, zmazać i zapomnieć, niestety w życiu nie mamy takiej mocy.

♣♣♣♣

Wampir- Istota bez serca, z pożądaniem zabijania, łaknienia krwi, pochłaniania ludzkich dusz. Nie kochająca niczego i nikogo, tylko i wyłącznie siebie. Tak zwany narcyz, blady, nienawidzący słońca.
Nie mający swojego odbicia w lustrze, nie zastanawiający się co będzie gdy umrze, przecież może żyć wiecznie... To nie ma znaczenia, co zrobi dziś, jutro dla niego nie istnieje. Ciągle żyje teraźniejszością nie bojąc się o swoją przyszłość... 


Kliknij ''Czytaj Więcej''

czwartek, 8 maja 2014

Konkurs ~ Miejsce Pierwsze.



Dzisiaj mamy miesięcznicę naszego bloga. Tak, aż dziesięć miesięcy wytrwaliście tu w tym miejscu ze mną.
Mamy już ponad 100 obserwatorów,160 tysięcy wyświetleń i nowych czytelników.
Dziękuję Wam bardzo, za te dziesięć miesięcy mojego życia spędzone z Wami, nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. Kocham to co robię, a dzięki Wam robię to jeszcze lepiej.
Ale nie stresujmy się już. Pora odkryć karty i pokazać kto wygrał nasz konkurs. Dostałam 14 prac.
Nasza zwyciężczyni dokładnie pokazała ogromną więź, przywiązanie, ale i ból i cierpienie, które muszą temu towarzyszyć. OS z najwyższej półki, pięknie napisany, subtelny, ale i dramatyczny. Ma w sobie wszystko co potrzeba, aby nadać właściwego charakteru. 
Zakochałam się w tym opowiadaniu i nie ukrywam, że najbardziej wpasowało się w moje serce. 
Uczestniczka, która zdobyła wszystkie punkty. Zgarnęła moje serce, której OS'a czytałam 4 razy.
Przedstawiam Wam:

OLĘ PASQUARELLI 
i jej One Parta pt. 
,,Najszczęśliwsze chwile''

*************************************************



- Mamo, mamo, mamo! Tata wrócił! - 7- letni szatyn radośnie wykrzyczał zeskakując z parapetu. Przebiegł przez sznur porozrzucanych zabawek na podłodze, by sekundę później znaleźć się w ramionach ojca, który właśnie wszedł do domu. 
- Hej mały! - śmiech rodziciela wypełnił korytarz i przedpokój. Opuścił swoją teczkę na podłogę, by zakręcić synem dookoła. 
- Czekałam na Ciebie cały dzień! - pochwalił się Leon. - Spóźniłeś się - wyspowodził się z objęć taty i zeskoczył na podłogę, kręcąc głową z dezaprobatą, na co mężczyzna przewrócił oczami z uśmiechem. 
- Przygotowałem Ci gitarę! - chłopczyk pobiegł z powrotem do pokoju, podczas, gdy ojciec zdjął kurtkę i przywitał się z żoną. 
- Siedział w oknie przez dwie godziny. Idź, bo się nie doczeka -  kobieta wskazała na drzwi do sypialni dziecka. 
- No to co mam Ci zagrać? - zagadnął rodziciel, gdy tylko wziął instrument do ręki, siedząc już na przygotowanym specjalnie dla niego miejscu. 
- To co wczoraj! - zażądał Leon. Zapatrzył się w silne ręce ojca, które delikatnie zaczęły szarpać struny, by wydobyć z nich dźwięk, najpierw delikatny, a później coraz mocniejszy. Akordy powoli wypełniały się z niskim głosem mężczyzny. Chłopczyk obserwował jak mięśnie twarzy taty napinają się, a brwi ściągają w jedno miejsce. 
W tej chwili liczyła się dla niego tylko muzyka i serce przepełnione radością. Jego zamknięte oczy pomagały odszukiwać wspomnienia związane z życiem mężczyzny i dotychczasowymi osiągnięciami. Mógł zaledwie w ciągu tych kilku sekund odsunąć na bok wszystkie problemy, które go obarczały. Potrafił zrzucić z siebie cały ciężar codziennych spraw w jednej chwili. Umiał się od nich uwolnić tylko dzięki muzyce i z tego co z niej wynika. 

Każdego dnia czyha na nas niespodzianka, tykająca jak bomba, czekająca na to, by wybuchnąć. Zazwyczaj robi to z zaskoczenia nie patrząc na spowodowane zniszczenia. Pojawia się w jednej chwili i od razu po wypełnionym zadaniu znika, rozpływa się. Nie pozostaje po niej nic, co mogło by świadczyć o jej wsześniejszej obecności. Wszyscy na nią czekamy, a najbardziej boimy się tego co przyniesie. 

- Biegnę już! - mimo mijającego czasu chłopczyk nie zmienił swoich zwyczai. Każdego popołudnia, podczas, gdy jego mama robiła obiad, siadał na parapecie w swojej niewielkiej sypialni i wypatrywał samochodu taty. 
Pewnego dnia zobaczył zajeżdżający pojazd na podwórko, więc od razu podniósł się z miejsca. Na dźwięk dzwonka pobiegł do drzwi. Jednak nie zobaczył w nich tego co zawsze. 
Niespodzianka zaczęła tykać.
W wejściu stali dwaj mężczyźni, ubrania w mundury, a napis na ramieniu i plecach mówił, że przychodzą oni z policji. To nie jest tata, który zapomniał kluczy, co pomyślał chłopczyk gdy usłyszał dzwonek. Jego przestraszone oczy zaczęły wypatrywać jakiegoś znaku, który opowiadał by o tym, że Ci panowie są tylko jego wyobraźnią. Pomimo gorących poszukiwań, nie doszukał się. 
- Dzień dobry, czy jest osoba dorosła w domu? - spytał jeden z nich, ponurym tonem. 
- Tak, ja - powiedziała mama dziecka stając właśnie w drzwiach. - O co chodzi?
- Pański mąż miał wypadek samochodowy i niestety go nie przeżył - mężczyzna spuścił zakłopotany głowę. 
Okrutna prawda uderzyła w nich niczym piorun w drzewo podczas burzy. Poczuli się jakby płonęli, a po chwili został w nich tylko proch i pył. Proch i pył utraconych wspomnieć, przyszłych marzeń i miłości osoby, dla której mogli poświęcić życie, swoje własne. Niespodzianka wybuchła, wypaliła ich serca i zniknęła. Został tylko szok i rozpacz, która obarczyła ramiona Leona i jego matki. 
Chłopiec wyspowodził się z objęć rodzicielki, która po usłyszeniu informacji od policjantów, natychmiast zagarnęła go do piersi. Łzy płynęły po jego twarzy zaznaczając ślady na policzkach. Nieustanie kręcił głową, jakby chciał wyrzucić z głowy tą informację, myśli o tym, że jego tata już mu nie zagra na gitarze. Nie zaśpiewa pięknej piosenki.  Nie ucałuje w czoło, gdy zrobi sobie krzywdę. Nie doradzi w żadnej kwestii. Nie przytuli, by pocieszczyć.  Nie obroni przed nocnymi koszmarami. Nie zrobi już nic. 

Doceniamy to co mamy, gdy już to utracimy. Gdy zostanie z tego już tylko wspomnienie nie możliwe do przywrócenia. Zastanawiamy się wtedy dlaczego zostało nam to odebrane, akurat w momencie, kiedy byliśmy naprawdę szczęśliwi, żyliśmy pełnią siebie. Nie umiemy się wtedy pozbierać, brakuję nam sił po to by dalej normalnie funkcjonować. Zamykamy się w sobie, oddzielamy od innych szczelnym murem, którego nikt nie potrafi zburzyć. Powoli znikamy, rozpływamy się w powietrzu, bo już nie chcemy dalej trwać w tej okropnej rzeczywistości. W końcu zostaję z nas tylko jeden pyłek, który jako jedyny może poświadczyć, że kiedykolwiek żyliśmy. 

Leon zapatrzył się w słowa wyryte w pomniku, podczas gdy krople deszczu delikatnie się od niego odbijały. Pociągnął nosem i wytarł rękawem twarz mokrą także i od łez. 
Minęło już dziesięć lat od śmierci jego ojca. Dziesięć lat pełnych cierpienia i nieustannego bólu. Trudno było mu pozbierać się po stracie jednego z rodziców. Przez wiele nocy nie mógł spać, bo gdy tylko zmrużył powieki przed oczami pojawiał mu się ciągle ten sam widok -bezwładne ciało ojca leżące na asfalcie w kałuży krwi. Od razu zaczynał wtedy krzyczeć starając się w jakiś sposób uwolnić od tej myśli. Musiało minąć potem wiele czasu, by doszedł w pełni do siebie. Jednak w końcu nastał taki dzień, w którym coś się zmieniło. Pojawiło się pewne światło, które zaczęło sprowadzać go na inną drogę, na całkiem odmienny tor. To światło pokazało mu, że nie należy całe życie wypominać sobie tego, co utraciliśmy, bo zwyczajnie nie ma to większego sensu. Niszczymy wtedy tylko siebie. W taki sposób nie pomożemy ukochanej osobie na tamtym świecie. Musimy pokazać, że jesteśmy silni. Nadal potrafimy kochać. 

- Do zobaczenia tato - w powietrzu pojawił się cichy szept szatyna. Kąciki jego ust delikatnie podniosły się do góry. Leon schował ręce w kieszenie kurtki i pomału wyszedł z terenu należącego do cmentarza. 
Przez utratę ojca nauczył się jednego. Należy zawsze doceniać to co się ma i nieustannie się tym opiekować, by w momencie gdy to coś zniknie wiedzieć, że spędziliście z tym najszczęśliwsze chwile. 


*********************************************
Cudowne, nieskazitelne, piękne. Chce się płakać, prawda? To nic złego, coś tak pięknego zasługuje na to miejsce, zasługuje również na wasze komentarze, o które proszę w imieniu Oli.
Tak, jeszcze raz Wam dziękuję za 10 miesięcy razem i ogólnie za wszystko co dla mnie robicie.
Miesięcznica nietypowa, ale chyba lepsza niż zwykle, nie zanudzam statystykami, a ostatnio są większe niż zwykle, ale to na rok bloga, dowiecie się wtedy wszystkiego ;* W każdym razie jest już 160 tysięcy odsłon ♥ Co miesiąc 10 tysięcy dochodzi ^^ Mam nadzieję, że te ''Dni bloga Kathriny'' Wam się podobały, było dużo postów, radości i łez. Wszystkie One Shoty z konkursu były cudowne i dziękuję za wzięcie w nim udziału. Wszyscy dostaną nagrody w weekend! :3
Jeszcze raz gratuluję i dziękuję za wzięcie udziału.
Jesteście cudowni, najlepsi. 
Wszystko co dla mnie zrobiliście jest cudowne i wzruszające, dziękuję, kochani.
Trzymajcie się wszyscy ciepło! Rozdział już wkrótce!
Kocham Was, bardzo <33

Wasza:

Kathrina

środa, 7 maja 2014

Konkurs ~ Miejsce Drugie.



Dzisiaj jesteśmy coraz bliżej rocznicy bloga, to już jutro, a dzisiaj chciałabym przedstawić Wam, jednego z najlepszych One Partów, które czytałam w całym moim życiu. 
Bardzo filozoficzny, z wyjątkowym przesłaniem. Wszystko dopięte na ostatni guzik, wszystko idealne. Historia życia człowieka. Wyjątkowa, bardzo piękna. Ech, brak słów, aby to opisać, sami musicie przeczytać.
Przedstawiam Wam:

NIKOLETTĘ W. i jej One Shota pt. 
,, Każdy człowiek ma ten sam start i tą samą metę, tylko inny dystans do przebycia.''

*****************************************



„Każdego dnia coś się dzieje. 
Coś, co zmienia czyjeś życie. 
Pozytywnie, lub nie…
 Każda chwila jest na swój sposób wyjątkowa, ponieważ przeżyć ją można tylko raz. 

Czasem do naszych drzwi puka szczęście… Rodzi się nowy człowiek. Otwiera swoje oczy na szary świat i swoim uśmiechem dodaje mu kolorów. Jak na niemowlaka przystało, uśmiecha się do każdej z obserwujących go osób. Płacze, gdy jest spragniony i gdy brakuje mu matczynego ciepła. 

Potem wchodzi w okres niemowlęcy. Ze swojego łóżeczka poznaje pierwsze czynności zwykłych ludzi. Przechyla swoją malutką główeczkę i myśli… Nikt nie wie o czym.  Zaciska swoje powieki i pogłębia się w najpiękniejszych snach. Nie ma możliwości, by w wyobraźni nawiedziło go coś niedobrego, bo dziecko nie zna pojęcia „zła”. Wszystko jest dla niego pełne barw i dobra. 

Z czasem, gdy zaczyna raczkować, napotyka na różne przeszkody. A gdy uczy się stawiać pierwsze kroki, nie raz ląduje na ziemi. Jednak nigdy się nie poddaje. Myśli sobie „jak nie dzisiaj, to jutro”. Woła swoją mamusię, żeby pomogła mu wstać. A kiedy znowu jego malutkie stópki dotykają zimnej posadzki… Na nowo próbuje przebyć postawiony przez siebie dystans. 

Wiek przedszkolny jest jednym  z najlepszych okresów w życiu. Dziecko dalej nie ma świadomości zła, które otacza go z każdej strony. Poznaje kolegów i koleżanki. Zawiązuje pierwsze przyjaźnie. Uczy się życia. I będzie robiło to jeszcze bardzo, bardzo długo. 

Czas spędzony w podstawówce nie jest niczym nadzwyczajnym. Jest bardzo pracowity, a za razem spokojny. Poznaje się wtedy życie od strony nauki. Liczby, litery… Nuty… Z biegiem czasu łatwe, a w danej chwili ‘trudne sprawy’ wieku młodego.

Jeśli chodzi o gimnazjum to… Można o nim powiedzieć bardzo wiele i z wielu punktów widzenia. Pierwsze miłostki, wybory i problemy, które mogą mieć ogromny wpływ na przyszłość, która stoi przed naszym dzieckiem otworem. Dziecko zaczyna dojrzewać. Dostrzegać, że dobry i kochany świat, wcale nie jest taki wspaniały, jak mu się wcześniej wydawało. Z każdym dniem, dostrzega nowe niebezpieczeństwa, które na niego czekają. Czasem po nie sięga, a czasem pojmuje, że nie są potrzebne do szczęścia, a wywołują tylko ból.

Liceum… Szkoła średnia… Miłości zaczynają kwitnąć. Nabierają kształtu i Samku. Podobnie jak reszta życia. Wchodzi się w okres dorosłości. Pełnoletniość daje wiele możliwości… Zarówno dobrych, jak i złych. Właśnie w takim wieku dostrzegamy kolejne oblicza zła. 

Kiedy nasze dziecko ma ponad dwadzieścia lat… Zostaje rodzicem. Patrzy, jak jego pociecha otwiera zaspane oczka, jak płacze. Daje mu swoje ciepło, to samo, które jeszcze nie dawno było mu potrzebne. Opiekuje się swoim skarbem. Dba o jego potrzeby. Kocha je… Całym sercem.

Kiedy dziecko naszego dziecka dorasta… Jest to kolejny z piękniejszych okresów. Widzi się już wtedy wszystkie oblicza dobra i zła. Ma się świadomość swoich wyborów i wiążących się z nimi konsekwencjami. 

Wiek średni… Wtedy najbardziej dokuczają dziecku mijające lata.  Nie jest już takie zwinne i sprawne jak za młodu, ale znacznie dojrzalsze i ustabilizowane zarówno społecznie jak i materialnie. Jego charakter jest jak wino. Z wiekiem lepszy. Pełen swojego smaku, który jest charakterystyczny dla jego gatunku. No i należy dodać, że nasze dziecko zostaje babcią, lub dziadkiem… Na świat przychodzi jego wnuk. 

A gdy zaczyna się starość… Zaczyna zauważać rzeczy, które nie były widoczne wcześniej. Ma stary, zepsuty wzrok, ale dzięki niemu dostrzega  lepiej życie i to, jak szybko minęło. Nim nasze dziecko się obejrzy, zaczną mu dolegać kolejne objawy. Chore serce… Problemy z nerkami, czy wątrobą… To ostatnie chwile, by cieszyć się podarowanym przez los czasem. 

Po starości jest już ostatni okres życia. Nazywany potocznie śmiercią. Nasze dziecko wtedy zamyka swoje zszarzałe oczy. Jednak kolory, które pojawiły się wraz z jego przybyciem na świat pozostają. Pozostają w ukochanej osobie, synu lub córce i wnuczętach. W ich sercach. Dopóki pamięć o dziecku nie zniknie, ono będzie żyło. We wspomnieniach…. W kwiatach…. Marzeniach i snach… A nawet… W powie wiatru.” 


- Ojjj Federico, co Ty tam znowu piszesz? Powinieneś odpoczywać. Lekarz zabronił Ci pracować.
Żona usiadła obok starca na łóżku i zabrała mu podkładkę, na której Włoch pisał. Rzuciła okiem na koślawo kreślone słowa i zmarszczyła zsiwiałe brwi. Jako żona pisarza, nie raz widziała szkice książek. Zarysy pomysłów, które kłębiły się pod jego siwowłosą czupryną. Jednak to, co zobaczyła tym razem lekko nią wstrząsnęło. Jej schorowany małżonek opisał życie człowiek w pigułce. Opisał każdy etap, jakie dane jest mu przejść, albo nie… 
- Ludmiło… - podniosła na niego wzrok i ścisnęła jego dłoń. – Nie gniewaj się na mnie, ale musiałem przenieść tę myśl na papier. Ciążyła mi w głowie już od bardzo dawna. 
Uśmiechnęła się delikatnie i zaczęła kreślić na trzymanej dłoni kółka. 
- To jest takie pełne mądrości… - odpowiedziała. – Tak jak wszystko, co napisałeś. 
Włoch zmrużył powieki i westchnął. 
- Mądry jest nasz syn… Moje bazgroły są co najwyżej niegłupie. 
Kobieta przewróciła oczami.
- W takim razie są piękne. – odpowiedziała, na co Federico ponownie pokręcił powoli przecząco głową. 
- Piękna jest nasza wnuczka Julia. 
Jego głos wydawał się już być taki stary i zmęczony.  Żona nic mu nie odpowiedziała. Nie chciała się z nim kłócić. Wiedziała, że schorowany małżonek nie miał na to siły, ale był też zbyt uparty, by przyznać jej racje. 
- Ludmiło… -  ponownie wypowiedział jej imię, tym razem półszeptem. 
Kobieta podniosła na niego spojrzenie. Bardzo martwiło ją złe samopoczucie Włocha. Z każdą chwilą wydawał jej się co raz mniejszy i bardziej bezradny. 
- Tak? 
Otworzył na chwilę swoje zszarzałe oczy i spojrzał na żonę tym czułym spojrzeniem. 
- Na jakim etapie życia jesteś teraz?- spytał i zaczerpnął tchu, którego mu przez moment brakowało. 
Kobieta przez chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią.  Długo analizowała pytanie męża, które nieco ją zaskoczyło.
- Nie wiem.. Chyba jestem na etapie wieku średniego. – uśmiechnęła się pogodnie. – Przynajmniej taką mam nadzieję. Nic mi jeszcze nie dolega. A Ty, Federico? 
Mężczyzna odwrócił spojrzenie, by ukryć łzy, które pojawiły się w jego oczach.  Ponownie zaczerpnął powietrza. Co raz trudniej mu się oddychało. To nie był jedyny mankament jego stanu zdrowia. Z wiekiem wszystkie jego narządy zaczynały się ‘zużywać’, a był za stary na przeszczepy i inne, podobne zabiegi. 
- Jestem na ostatnim etapie… - wyszeptał i spojrzał na ukochaną. – Ludmiło…
Po raz ostatni wypowiedział jej imię i zamknął oczy. Zamknął oczy tak samo, jak otworzył je sprzed laty. Odszedł… Umarł… Umarł ze świadomością,  że pamięć o nim pozostanie. Mimo, że skończył się czas jego bytu wśród żywych, jego duch nigdy nie opuści ukochanej żony, syna i wnuczki. Już zawsze będzie się nimi opiekował. Troszczył się o nich. A gdy oni kiedykolwiek za nim zatęsknią, poczują jego bliskość w swoim sercu. W kwiatach. Wspomnieniach. Marzeniach i snach… A nawet…. W powiewach wiatru. 


*********************************
Piękny, wiem. Aż łezka się w oku kręci. Nikoletta pokazała nam wszystko co najwspanialsze. Tak, gratuluję Ci bardzo kochanie. To coś wspaniałego, dziękuję za napisanie czegoś tak życiowego.
Swoje nagrody również otrzymasz w weekend :* Jeszcze raz Ci gratuluję pomysłu i zdobycia miejsca.
Cudownie. Brak mi aż słów.
Dziękuję.
Jutro miejsce pierwsze :)) I miesięcznica bloga ^^
I mamy nowy szablon! Dziękuję Nath z Szablono-Sfery ;* <3
I jeszcze raz ostrzegam. Jeżeli upierdliwy anonimek znów się odezwie, a strasznie mnie denerwują te błędy ortograficzne i mądrowanie się, opcja anonimowego komentowania zostanie zablokowana, a ja jeśli go namierzę, bez skrupułów- zgłoszę. Wkurza mnie tak bardzo, że mam ochotę odpisać, ale nie będę zniżać się do poziomu 10 latka. Dziękuję. Tyle w temacie, więc lepiej nie pokazuj się już na tym blogu. 
Pozdrawiam!

Kathrina

wtorek, 6 maja 2014

Konkurs ~ Miejsce Trzecie.



Nadszedł czas ukazać nasze podium. Miejsce trzecie zajmie wyjątkowy OS. Przepełniony, prawdą, miłością i nieskazitelnym uczuciem. Bardzo mnie urzekł, zakochałam się w nim. Jako jedyny był o... Diecesce! Ciekawy i jakże oryginalny One Shot, jak najbardziej zasłużył na miejsce w którym jest.
Więc, bez zbędnego przedłużania. Przedstawiam Wam:

ŚLICZNĄ
 i jej One Shota ,,Przebacz''

****************************************


  "Nie byłoby na świecie miłości, 
gdyby obdarowywała sobą tylko tych, 
którzy na nią zasługują" ~ Karl Heinrich Waggerl

     W Buenos Aires znajduje się szpital. Na świecie jest ich pełno, więc dlaczego ten jest wyjątkowy? Nie tylko dlatego, że pracują w nim dobrzy i wspaniali lekarze dla których nie są ważne pieniądze, lecz pomoc bliźniemu. Ale również, bo wydarzyła się tu pewna piękna historia pokazująca, że prawdziwa miłość przetrwa wszystko. Nawet najgorszą zdradę. Gdy kogoś na prawdę kochamy, przebaczymy mu każdą rzecz. Nawet jeśli jest to trudne, boli, to jednak lepiej wybaczyć. Życie jest bowiem zbyt krótkie, by się na siebie gniewać... 
     Francesca skończyła właśnie swoją zmianę. Pochodziła z północnej części Włoch. Czarnowłosa kobieta była bardzo urodziwa. Miała figurę modelki - której mogła jej pozazdrościć niejedna dziewczyna - duże, czekoladowe oczy oraz nie za duże, ale pełne usta, obecnie pomalowane jasnoróżową szminką. Jej znajomi mówili, że stawała się piękniejsza z każdym rokiem. Miała na sobie ciemne dżinsy, bordowy podkoszulek i czarne trampki. Nie lubiła nosić szpilek. Przy jej stu osiemdziesięciu centymetrach wysokości czułaby się w nich jak olbrzym, byłaby zbyt widoczna, wyróżniająca się. A nie lubiła odstawać.  Nie zakładała również biżuterii. Nie musiała. Jej najpiękniejszą ozdobą był życzliwy uśmiech oraz dobre serce. Zawsze przyjaźnie do wszystkich nastawiona, czuła się szczególnie dobrze wśród starszych pacjentów. Lubiła słuchać historii o ich życiu. To była cała Francesca. 
    Włoszka szła właśnie do samochodu. Czekał już tam na nią jej mąż - Diego. Z pochodzenia był Hiszpanem. Wysoki, opalony, dobrze zbudowany mężczyzna również był lekarzem. Nie zawsze miłym, ale porządnym. Jego największą wadą było to, że lubił się kłócić, czym często przysparzał sobie wiele kłopotów. 
     - Jak ci minął dzień, kochanie? - zapytała męża.
     - Dobrze - jego głos delikatnie zadrżał. Kobieta czuła, że coś było z nim nie tak. Zauważyła, że trzęsą mu się ręce.
     - Czy aby wszystko w porządku?
     - W jak najlepszym.
    I na tym się skończyło. Dalej jechali w ciszy. 
    - Francesca, musimy pogadać - zaczął Diego, gdy znaleźli się już w domu. Zaniepokoił ją jego ton. 
    - Tak?
    - Słuchaj ja już dłużej tak nie mogę. Obiecałem Violettcie, że się nie wygadam. Ale ja... Muszę ci powiedzieć! Nie mogę cię ciągle okłamywać!
    - No to mów - poprosiła.
    - Ja... ja cię zdradziłem. Z Violettą. Nie wiem jak to się stało... Miałem wtedy nocny dyżur. Siedziałem w gabinecie, gdy nagle weszła do niego Viola. Płakała. Mówiła, że chłopak ją rzucił. Podszedłem do niej, powiedziałem żeby się uspokoiła. I wtedy uniosła głowę. Wyglądała tak niewinnie. Musiałem... musiałem ją pocałować. Potem było coraz gorzej. Nie będę ci opowiadał szczegółów. Przepraszam.
     Francescę zatkało. Nie wiedziała co powiedzieć. Tragały nią sprzeczne emocje. Z jednej strony miała ochotę płakać, przytulić się do niego, wybaczyć, z drugiej uderzyć go i uciec. Uciec od niego jak najdalej tylko się da.
     - Zdradziłeś mnie - powtórzyła tępo.     
     - Francesca? - zapytał. Był już coraz bardziej zdenerwowany. Teraz nie tylko trzęsły mu się ręce. Cały się trząsł. Ze strachu jak ona może zareagować.
     - Zdradziłeś mnie... - szepnęła - zdradziłeś mnie z moją najlepszą przyjaciółką... - powiedziała z wyrzutem. Tym razem już głośniej - Ty... - już miała go uderzyć, jednak zdecydowała się  opuścić rękę, która znajdowała się już w powietrzu. Pokręciła głową - Nie ja tak nie mogę. Wracam do rodziców. 
     - Nie - złapał ją za rękę. Drgnęła. Odsunęła go delikatnie, popatrzyła mu w oczy, pokręciła smutno głową i poszła się pakować. Miała tego wszystkiego dość. Gdy tylko zniknęła w sypialni Diego usiadł na sofie, ukrył twarz w dłoniach i płakał. Płakał tak długo, że nie zauważył jak jego żona wychodzi. Gdy smutek przeszedł zastąpił go gniew. Wstał. Podszedł do komody, podniósł doniczkę z kwiatkami i rzucił nią w podłogę. Nieco mu ulżyło. Chciał zniszczyć więcej rzeczy, jednak wiedział, że to nic nie pomorze. Nie sprzątając, pomaszerował do sypialni. Trzasnął wściekle drzwiami i podszedł do szafki z płytami CD. Wyciągnął pierwszą lepszą i włożył do odtwarzacza. Zabrał pilot do niego i powlókł się do łóżka. Rozłożył się na nim, wcisnął przycisk "play" i podkręcił głośność tak, że hałas ranił mu uszy. Zamknął oczy. Całą swoją uwagę skoncentrował na muzyce. Skupił się nie tekście piosenek. Podziałało. Wsłuchany w głośny łomot, nie myślał o niczym innym, i o to właśnie chodziło. Leżał tak i leżał, zaczął już nawet bezbłędnie wtórować wokaliście. Przesłuchał całą płytę co najmniej cztery razy. W końcu zmorzył go sen.
      W tym czasie Francesca była już u rodziców. Przyjęli ją do siebie z otwartymi ramionami. Podobnie jak ich córka byli bardzo ciepli w stosunku do innych. Matka nigdy nie pracowała, cały czas zajmowała się domem raz dwójką dzieci. Francesca miała bowiem brata, Lukę. Był on od niej trzy lata starszy. Miał swój własny bar we Włoszech. Mieszkał tam ze swoją żoną oraz ślicznym, dwuletnim synkiem. Natomiast ojciec dziewczyny kiedyś pracował jako lekarz. To właśnie dlatego jego córka wybrała ten zawód. Poszła w ślady ojca. Oboje bardzo kochają swoją pracę. Są ze sobą bardzo zżyci. Ale nie tylko łączą ich wspólne zainteresowania. Otóż dziewczyna jest kopią swojego ojca. Po matce odziedziczyła jedynie kolor oczu.
     Gdy zobaczyli Fran całą we łzach mocno ją przytulili. Stali tak dodając jej otuchy. Po chwili dziewczyna odsunęła się od nich, uśmiechnęła się smutno i poszła do swojego dawnego pokoju. Jak ona dawno tam nie była. Nic się nie zmieniło. Drewniana podłoga, bladoróżowe ściany, spadzisty sufit, kilka najpotrzebniejszych mebli m.in. szafa, biurko i łóżko stały w tym samym miejscu. Wszystko to przywoływało wspomnienia. Zmęczona tym wszystkim, położyła torbę obok szafy i powlokła się do łóżka. Położyła się na nim i opatuliła szczelnie kołdrą. Poczuła jak kilka pojedynczych łez spływa po jej twarzy. Nigdy nie czuła się gorzej, niż dzisiaj. Czuła się zraniona. Najgorsze jest to, że zraniła ją osoba, którą tak kochała. Nie myślała o niczym innym, jak o wspólnych chwilach spędzonych z nim. Tak bardzo pragnęła się teraz obudzić. Jednak to nie był sen. Była to smutna rzeczywistość. Z przykrością stwierdziła, że to koniec. Koniec miłości. Koniec jej życia. 
     Następnego dnia Diego siedział w swoim gabinecie. Był tak zajęty, że nie zauważył jak jego przyjaciel usiadł przed nim.
     - Mam do ciebie sprawę - zaczął.
    Diego wzdrygnął się. Leon go troszkę przestraszył. Spojrzał znad papierów.
    - Tak?
    - Mam wyjechać do Afganistanu na misję lekarską. No wiesz... Będę zajmował się rannymi. Ale niestety moja mama nagle zachorowała. Niewiele jej zostało... - zająkał się - chciałbym spędzić te ostatnie chwile jej życia razem z nią. Ale żeby tu zostać muszę znaleźć zastępstwo. To pojedziesz za mnie? Zrozumiem jeśli się nie zgodzisz. W końcu masz żonę...
    - Zgadzam się - przerwał mu.
    - Na prawdę? - zapytał z nadzieją w oczach.
    - Tak - uradowany Leon podbiegł do przyjaciele i go wyściskał - to ja biegnę wszystko pozałatwiać. Cześć - wybiegł z gabinetu pozostawiając Diego'a samego. 
    Czy dobrze zrobił zgadzając się na propozycję przyjaciela? On uważa, że tak. Już nie ma nikogo, kto by mógł się o niego martwić, wiec co ma do stracenia? Nic. No właśnie. Nikt nie będzie za nim tęsknił.

**Kilka miesięcy później

     Gdy Francesca dowiedziała się o wyjeździe Diego'a była zrozpaczona. Nie mogła zrozumieć dlaczego wyjechał. Przecież mógł zginąć. Za wszystko obwiniała siebie. Gdyby tylko go zatrzymała, przebaczyła mu, on nadal by tu był. Cały i zdrowy. Tak jednak nie jest. Nie ma go. Nikt nie wie co się z nim dzieje. Co noc dziewczyna modli się, żeby tylko wrócił żywy. Nie może dopuścić do siebie myśli, że go zabraknie. Dopiero teraz zrozumiała jaki on jest dla niej ważny. Mówi się, że odległość to najlepsza próba miłości. Według Fran jej miłość do tego mężczyzna zwyciężyła tą próbę. Tak bardzo za nim tęskni, że nie może wyobrazić sobie dalszego życia bez niego. Kiedyś nie oglądała wiadomości. Teraz robi to co wieczór, sprawdzając czy aby nie ma o nim choćby najmniejszej wzmianki. Do tej pory nie było. Cieszyła się z tego. To znaczy, że nadal żyje.
     W szpitalu jest wszystko po staremu. Oprócz faktu, że już nie odzywa się do Violetty. Zerwała z nią wszelkie kontakty. Nie chce już mieć z nią do czynienia. Dopiero teraz zaczynają dochodzić do niej plotki, iż dziewczyna przespała się z większością facetów z personelu. Francesca się nią brzydzi. Chociaż boli ją, że osoba, którą miała za niemalże siostrę tak ją zraniła, cieszy się, że wyszło jak wyszło. Nie wie co by było gdyby żyła nadal w niewiedzy. Na całe szczęście nikt nie wie o zdradzie Diego'a. Widocznie Viola nie pisnęła ani słówka. Przynajmniej to oszczędzi włoszce przykrości. 
     Francesca biegła właśnie do windy. Spieszyła się na poranny obchód szpitala. Razem z nią w windzie stały dwie pielęgniarki, prowadzące niezwykle ożywioną konwersację. 
     - Przywieźli go dzisiaj rano. Słyszałam, że został postrzelony w lewą nogę.
     - Niewielu wie kim on jest, przez cały czas chodzi w kapturze, zasłaniającym całą jego twarz. 
     - Podobno jest niemową. 
    Drzwi windy otwarły się na piętrze na którym miała wysiądź. Kobiety zaciekawiły ją. Chciała poznać tego tajemniczego pacjenta. Pierwszy raz od kilku miesięcy była zainteresowana życiem w szpitalu. Postanowiła, że po obchodzie spotka się z Camilą. Ona jest największą plotkarą, wie wszystko. Czarnowłosa zaśmiała się pod nosem. Mimo to, lubiła Camilę. Miała piękne, falujące kasztanowe włosy, nieco okrąglejsze kształty i miły głos. Dziewczyna stała się jej nową przyjaciółką. Poznała ją zaraz po wyjeździe Diego'a. To ona była przyczyną tego, że Francesca się w sobie całkowicie nie zamknęła.
      Gdy skończyła obchód udała się do szpitalnej kawiarni. O tej porze nie powinno tam być tłoku. Nie myliła się. Zamówiła kawę i usiadła przy stoliku pod oknem. Upiła pierwszy łyk, gdy dziewczyna dosłownie wparowała do pomieszczenia. Ujrzała przyjaciółkę i szybko do niej podbiegła.
     - Mam nową plotkę - powiedziała z uśmiechem. Ona to nie ma się z czego cieszyć. Francesca zaśmiała się.
     - Czy chodzi ci może o tajemniczego pacjenta? 
     - To ty już wiesz? - upewniła się zrezygnowana - jak dużo?
    Włoszka przekazała jej kilka informacji usłyszanych od pielęgniarek. Okazało się, że właściwie to wszystko.
     - Mogę jedynie dodać, że podobno był już u co najmniej dziesięciu psychologów i żaden mu nie pomógł.
    Francesca zastanowiła się na chwilę. Coś nie dawało jej spokoju. Postrzelona noga. Prawdopodobnie był na wojnie. 
     - Diego - wymówiła szeptem. Momentalnie zbladła. Przeprosiła przyjaciółkę i czym prędzej pobiegła upewnić się czy się nie myliła. Musiała spotkać się z tym pacjentem jak najszybciej. Nie wiedziała jednak w które sali się znajduje, więc najpierw musi zahaczyć o recepcję. Wielkimi krokami powoli zbliżała się do windy. Przycisnęła guzik. Nie mogąc się uspokoić przez cały czas stukała butem. Gdy drzwi się wreszcie otwarły stanęła jak wryta. Przed sobą ujrzała człowieka, którego szukała. Mimo, iż siedział ze spuszczoną głową. Rozpoznała go. To był jej Diego. Żywy. Zauważyła, że strasznie schudł. Wciąż nie mogła uwierzyć, że to on.
     Mężczyzna uniósł głowę. To co zobaczył całkowicie go zaskoczyło. Ujrzał najpiękniejszą kobietę pod słońcem. Nie było dnia, żeby o niej nie myślał. Przez cały ten czas będąc w Afganistanie wspominał jej uśmiech. To on trzymał go przy życiu. Nie odzywał się do nikogo, tylko dlatego, że bał się, iż się rozpłacze. Jedno słowo mogło rozdrapać wszystkie rany, które tak niedawno zostały zabliźnione. Nie chciał tego. Ból wróciłby wtedy ze zdwojoną siłą. A wtedy już nie tylko byłby tu z postrzeloną nogą. Być może, byłby tu nieżywy. Nie zobaczyłby tej pięknej istoty wpatrującej się w niego tymi niesamowitymi, czekoladowymi oczami. Spoglądał na nią oczarowany, wręcz zahipnotyzowany. Jego zachwytu nie tłumił nawet straszliwy ból w nodze. Te kilka miesięcy rozłąki okazało się nic dla niego nie znaczyć. Nie dbał o to, czy będzie go chciała. Musiał jeszcze raz ją dotknąć. Choćby miałby to być ostatni raz. Był gotowy zrobić dla niej wszystko, nawet poświęcić własne życie. Nie zważając, na nogę wstał z wózka i mimo protestów pielęgniarki wolnym krokiem ruszył w stronę żony. Wyciągnął drżącą rękę w jej stronę Delikatnie pogłaskał ją po policzku. Czuł się świetnie. Nareszcie, jego rany się zagoiły, jego organy wróciły na swoje miejsce. Płuca wypełniały się energicznie powietrzem przesyconym słodką wonią jej perfum. Serce biło mu jak oszalałe. Był wyleczony. Lepiej - przysiągłby, że nigdy nic mu nie dolegało. 
    - Diego... - wyszeptała. Pojedyncza łza wypłynęła z jej oka. Starł ją koniuszkiem palca. 
    - Tęskniłem za tobą - zamknąwszy oczy, przycisnął wargi do jej skroni. Poczuł jak jej ramiona go oplatają. On również ją objął. Teraz już płakali oboje. 
    - Wybaczam ci. Już dłużej nie zniosę tej rozłąki - wyjąkała.
    - Kocham cię - powiedział. Wierzyła mu. Widziała to w jego oczach. Uśmiechnęła się.
    - Ja ciebie... - nie zdążyła dokończyć, bo przerwał jej namiętnym pocałunkiem.

                                                                   *
"Chcesz być szczęśliwy przez chwilę? Zemścij się. 
Chcesz być szczęśliwy na zawsze? Przebacz." ~Henri Lacordaire


*************************************************
Bardzo, mocno Ci gratuluję. Ten OS mnie poruszył, był prawdziwy, dziękuję, że wzięłaś udział w tym konkursie. Twoje nagrody również podeślę w weekend ;* 
I jak Wam się podobało? Zdawajcie swoje relacje w komentarzach!
A i teraz będę dodawała jak wrócę ze szkoły xD Czyli około 14/15, bo praktycznie tylko wtedy mam komputer :*
Jutro miejsce 2!
Do jutra <3

Kathrina

[Edit] Nowy szablon! Dziękuję Nath z Szablono Sfery! <3
[Edit2] Jeżeli upierdliwy anonimek znów się odezwie, a strasznie mnie denerwują te błędy ortograficzne i mądrowanie się, opcja anonimowego komentowania zostanie zablokowana, a ja jeśli go namierzę, bez skrupułów- zgłoszę. Wkurza mnie tak bardzo, że mam ochotę odpisać, ale nie będę zniżać się do poziomu 10 latka :) Dziękuję. Tyle w temacie, więc lepiej nie pokazuj się już na tym blogu. 

poniedziałek, 5 maja 2014

Konkurs ~ Wyróżnienia.


Kochani, więc tak, dzisiaj rozpoczynamy rozstrzygać nasz konkurs z okazji 10 miesięcy bloga.
Więc miało być jedno wyróżnienie, ale są...2! Po prostu dziewczyny miały tą samą liczbę punktów, a ja nie chciałam, albo inaczej, nie umiałam wybrać jednej.
Więc jedna z pierwszych wyróżnień:
Przedstawiam Wam dziewczynę, która napisała OS'a na podstawie filmu ,,Randka z Gwiazdą''
Więc oto ona:

VERONICA

*************************************************


Federico Pasquarelli. Piosenkarz, znany prawie na całym świecie.
Jego głos był nieskazitelnie czysty, był muzyką dla uszu. Również świetnie tańczył, poruszał się jak nikt inny. Posiadał ogromny talent, którego nie mógł zmarnować. Podpisał kontrakt z U-mixem. Od tej pory, podróżuje po świecie, dawając koncerty w wielu krajach. 
Idealny wygląd, grzywka zawsze wysoko postawiona na żel. 
Zdobył serca wielu fanek. Każda dziewczyna marzyła, żeby go spotkać, dostać autograf, a chociaż posiadać jego płytę. Jednak do tych dziewczyn nie należała Ludmiła. Ludmiła Ferro -wysoka blondynka, o brązowych oczach i długich włosach. Była inna niż wszystkie dziewczyny. Nie szalała za Pasquarellim, wręcz przeciwnie, uważała go za zadufanego kolesia, myślącego tylko o sobie. Tym różniła się od swojej przyjaciółki, Camili. Rudowłosa dziewczyna, szalała za Federico. Miała wszystkie jego płyty, plakaty na ścianach, zdjęcia i wszystkie inne gadżety.  Nawet zrobiła sobie poduszkę z jego zdjęciem. Co godzinę sprawdzała jego Facebooka czy Instagrama, by zobaczyć, czy nie dodał czasem jakiegoś zdjęcia, aby potem ustawić je na tapetę telefonu. Jednym słowem, miała obsesję na jego punkcie. A kiedy dowiedziała się, że przyjeżdża do Buenos Aires, by dać koncert, oszalała. Nikt nie był w stanie, opisać jej szczęścia. Biegała po domu, skakała po łóżku, krzyczała w niebogłosy. Oczywiście, kupiła dwa bilety. Błagała Ludmiłe, aby ta z nią poszła. Namawiała przez dwie godziny, aż w końcu blondynka zgodziła się, bo miała dość jej ciągłego gadania. Jednak jasno podkreśliła, że idzie tam dla Cami, a nie, dla jakiego Federico. 
♣♣♣♣♣
Nastał dzień koncertu. Camila, jak pewnie wiadomo, była cała w skowronkach. Ludmiła nawet się cieszyła, że może wyrwać się z domu, lecz nie robiło to niej większego wrażenia. Siedziała w swoim pokoju i zastanawiała się, w co ubrać się na taki koncert. Elegancko, czy może bardziej na luzie? W końcu zdecydowała się, na granatową sukienkę do kolan, lekko pofalowaną na dole. Założyła do tego szary sweterek z cekinami, aby nie wyglądać zbyt elegancko. Wyprostowała włosy i zrobiła lekki makijaż. Nałożyła trampki na nogi i stanęła przed dużym lustrem. 
-Wyglądasz śliczne -usłyszała za sobą głos. Odwróciła się i ujrzała Camile, podpierającą się o framugę drzwi. 
-Dziękuję. Ty też -odpowiedziała. Gotowa? -spytała, biorąc przyjaciółkę pod ramię. 
-Jak jeszcze nigdy. 
♣♣♣♣♣
Stały właśnie w wielkiej kolejce. Tłumy ludzi, pchały się na nie. Ludmi nie tak to sobie wyobrażała. Jednak było jeszcze wcześnie, nie wszystko stracone. W końcu naszła ich kolej.
-Nazwiska -burknął straszy pan, siedzący za kasą. Widać było, że nie przepada za swoją pracą. 
-Ferro i Torres.
Przez chwilę szukał nazwisk na długiej liście. Po chwili się odezwał. 
-Dobrze, proszę wchodzić. 
Weszły do środka. Tu było trochę lepiej, chodź i tak było tu mnóstwo ludzi.
♣♣♣♣♣
W końcu koncert się zaczął. Rozległ się pisk miliona, a nawet chyba miliarda, fanek. Ujrzała na scenie Federico. Był ubrany w jeansową koszulę, czarne rurki oraz jakieś firmowe buty sportowe. Jego grzywka, jak zawsze, postawiona była na żel. Aż się prosi, aby zmierzwić mu te włosy. 
-Ludmiła, idę bliżej sceny, żeby dostać autograf! -krzyknęła Camila. -Cami czekaj! Jak Cię potem znajdę?! -krzyczała na cały głos. 
-Nie wiem, najwyżej jedź do domu, spotkamy się jutro! -krzyknęła i zaczęła przepychać się, w kierunku sceny.
-Co mówiłaś?! -spytała, lecz Camila już nie słyszała. 
♣♣♣♣♣
Stała przed dużym budynkiem. Koncert skończył się pół godziny temu, a ona nadal nie widzi przyjaciółki. Było już po dwudziestej drugiej. W końcu postanowiła, że pójdzie jej poszukać. Stwierdziła, że wejdzie tylnymi drzwiami, aby uniknąć tłumów. Już miała wchodzić, kiedy poczuła mocne uderzenie w głowę. Upadła na zimny chodnik. Otworzyła oczy. Ujrzała jakiegoś chłopaka, który nad nią klęczał. Wydawał się dziwnie znajomy...
-Przepraszam, nic Ci nie jest? -spytał. 
-Chyba nie, trochę boli mnie głowa -wtedy mnie olśniło. -Chwila, chwila. To ty jesteś... -nie zdążyła dokończyć, bo chłopak zatkał jej usta.
-Dam Ci moje płyty z autografem, tylko nie zacznij krzyczeć.
-Nie chce Twoich głupich płyt! 
-No dobra, to jedziemy do lekarza -chwycił jej rękę i pomógł jej wstać. Otworzył jej drzwi do dużego samochodu. Nie rozpoznała marki, ale wiedziała, że musiał być naprawdę drogi. Federico usiadł za kierownicą i zaczął prowadzić. 
-Dobrze się czujesz? -zaczął rozmowę. 
-Powiedzmy, że tak. Ale było by lepiej, gdybym nie oberwała drzwiami w głowę -burknęła. 
-Jeszcze raz przepraszam. Tak jakoś wyszło, że Cię nie zauważyłem. Zdradzisz mi swoje imię? 
-Ludmiła -odpowiedziała, po chwili zastanowienia. 
-Piękne imię. Tak jak ty -uśmiechnął się. 
-Daruj sobie. Podrywasz tak wszystkie dziewczyny -pryhnęła. 
Chłopak nie odpowiedział. Włączył radio, z którego poleciała znajoma jej piosenka. Jego autorstwa... Zaczął po cichu śpiewać, a ona spojrzałam na niego z miną politowania. 
-Co jest, nie podoba Ci się? -zapytał zdziwiony. 
-Myślałeś, że umrę z wrażenia, jadąc z Tobą samochodem i słuchając jak śpiewasz? Oh tak, od zawsze o tym marzyłam! -krzyknęła ironicznie. -Jest tylko jeden problem. Nie jestem Twoją fanką. 
Chłopaka widocznie zamurowało. 
-Nie podoba Ci się moja muzyka? -spytał, jakby urażony tym, co usłyszał. 
-Nie, muzyka jest ok. Tylko ty nie. 
-Przecież ty mnie nawet nie znasz. 
-No właśnie -powiedziała, odracając wzrok. 
♣♣♣♣♣
Wyszli od lekarza. Na szczęście nic się nie stało. Było już sporo po dwudziestej trzeciej, wiedziała, że rodzice ją zabiją. 
-Odwieź mnie do domu -rozkazała. 
-Dobrze. Ale najpierw musimy podjechać w jedno małe miejsce...
Po kilku minutach drogi, zatrzymali się przed wielką villą. 
-Gdzie my jesteśmy? -zapytała.
-To mój dom -oznajmił wesoło. 
-No chyba żartujesz. Mieszkasz tu?
-No tak. Chodź, zaprowadzę Cię do pokoju.
-To jest pokój gościnny. Rozgość się. 
-A mam jakiś wybór? 
-Raczej nie -uśmiechnął się. 
-Dlaczego nie mogę iść z tobą? Bo nie jestem sławna? 
-Niee, to nie tak. Po prostu nie chce żeby ktoś nas zobaczył. Zostań tu.
Usiadła na łóżku. Pokój był ogromny, a co dopiero dom. 
-Jak można mieszkać w takim domu? -mówiła sama do siebie. 
Usłyszała muzykę. Wyszła na mały balkonik, aby zobaczyć skąd dobiega. Spojrzała w dół. Pod nią znajdowało się mnóstwo ludzi i...Federico. Siedział z gitarą i grał dla jakiś dwóch dziewczynek. W pewnym momencie spojrzał na nią. Uśmiechnęła się delikatnie, ale zaraz po tym przywołała się do porządku i weszła z powrotem do pokoju. Jeszcze tego jej brakowało, żeby zakochać się w jakimś sławnym chłopaku. 
♣♣♣♣♣
Zeszli do garażu. Cieszyła się, że może w końcu wrócić do domu, wiedziała, że dostanie szlaban na miesiąc. 
-Wybierz samochód, to Cię odwiozę -oznajmił, wskazując na pięć samochodów do wyboru. 
-Nie chce żadnego z tych samochodów. Chce iść pieszo -burknęła, zdenerwowana tym jego 'bogactwem'. 
-Miszkasz w Buenos Aires? Ok, dojdziemy tam. We wtorek! 
Uśmiechnęła się sztucznie i wsiadła do najgorszego samochodu.
-Chcesz mi zrobić na złość? -zapytał oburzony. 
♣♣♣♣♣
-Już prawie jesteśmy. Tutaj skręc w prawo -kierowała go, jak ma jechać. -No nie! -krzyknął, rozglądając się na wszystkie strony. -Paparazzi. Załóż to! -krzyknął, wciskając jej to rąk jakąś apaszke w kwiatki oraz okulary przeciwsłoneczne.  Nie protestowała, w takich sytuacjach lepiej być posłusznym.
-Fajne okulary, dasz mi je? -spytała, oglądając się w lustrze. 
-Zapomnij, to moje ulubione. 
W końcu zgubili paparazzi i dojechali pod jej dom.
-Dzięki. Dasz rade wrócić? 
-Tak, jasne. Trzymaj się! -krzyknął i odjechał. Długo patrzyła na odjeżdżający samochód. W sumie... nawet go polubiła.
Weszła po cichu do domu. Już szykowała się na wielką burę, ale nie. Jej rodzice spali, podobnie jak młodsza siostra. Na palcach poszła do swojego pokoju. Tam upadła na łóżko i zasnęła od razu.
♣♣♣♣♣
-Ludmiła, chcesz jechać na plażę? -spytała Cami. 
-Jasne, możemy -oznajmiła, kończąc śniadanie. 
-Jak wczoraj wróciłaś do domu? Nigdzie Cię potem nie widziałam. 
-Aa no wiesz.. Taksówką pojechałam -wymigała się. 
-Jesteś pewna? Dziwnie się zachowujesz -stwierdziła. 
-Ja dziwnie? Nie, co ty. Wydaje Ci się. To co, jedziemy na tą plaże?
Dziewczyny spakowały torby i wyszły z domu.
♣♣♣♣♣
Po kilkunastu minutach, dojechały na miejsce. Pogoda dopisała, było naprawdę ciepło. 
Camila od razu pognała do wody. Ludmiła za to usiadła na leżaku, delektując się słońcem. Spojrzała w prawo. Zauważyła kogoś jej znanego.. Podeszła do niego i usiadła obok.
-Dzień dobry, piękny dziś dzień, nieprawdaż? Posmaruje mi pan plecki? -zaśmiała się. 
-Jak mnie poznałaś? -spytał Federico. 
-Okulary. No i grzywka -zamachnęła się ręką, aby zniszczyć jego 'arcydzieło'. 
-Nie dotykaj mojej grzywki! -zaczął się bronić. 
Ludmiła tylko się śmiała. Ten facet ma niezłą obsesję na punkcie swoich włosów. 
-Chcesz się gdzieś stąd wyrwać? 
-Nie mogę, jestem z przyjaciółką. 
-Wątpię, żeby zauważyła twój brak -wskazał palcem na Camile, leżąca na ręczniku, z słuchawkami w uszach.
-No, więc chodźmy. 
♣♣♣♣♣
Jechali samochodem, nawet nie wiedząc dokąd. Powtórzyła się sytuacja z wczoraj -Federico puścił swoją piosenkę i zaczął śpiewać. Dołączyła do niego -w końcu nic straconego. Bardzo dobrze bawili się w swoim towarzystwie. Ludmiła, sama nie wiedziała, co czuła. Z jednej strony nadal widziała w Pasquarellim zadufanego kolesia, a z drugiej, widziała sympatycznego chłopaka z poczuciem humoru. 
Zajechali na jakąś bardzo ruchliwą uliczkę. Było tam mnóstwo stoisk z różnymi pamiątkami, ubraniami czy jedzeniem. Kupili jakiś tani apart z plastiku. Lepsze to, niż nic. Robili sobie zdjęcia we wszystkich miejscach w których byli. 
-Chodź ze mną, zaprowadze Cię gdzieś -chwycił ją za rękę. Poczuła coś dziwnego, jakby dreszcz. Nie powiedziała nic, tylko podążała za chłopakiem. 
Doszli na miejsce. Było to małe jeziorko. Niby nic takiego, jednak było ślicznie. Federico miał plan, wrzucił dziewczynę do jeziora. 
-Nie umiem pływać idioto! -zaczęła krzyczeć. Rzucił się aby jej pomóc, jednak Ludmiła zaczęła się śmiać i chlapać go wodą. 
-Ty kłamczucho! -również ją chlapał. 
W końcu po długiej zabawie, wyszli z wody i usiedli na kawałku kłody. 
-Świetnie się dziś bawiłem -oznajmił. 
-Ja również -popatrzyła mu w oczy. Te jego uwodzicielskie spojrzenie...
-Przestań.
-Przecież nic nie robie -zaśmiał się.
-Patrzysz na mnie tym swoim uwodzicielskim spojrzeniem. Niestety na mnie to nie działa, wiec odpuść juz sobie. Idziemy? 
-Niech będzie -odpowiedział, nieco zdziwiony. 
♣♣♣♣♣
-Moja przyjaciółka pewnie się martwi, musze powoli wracać. 
-Dobrze. Ale chodź ze mną na spacer po plaży. Tylko jeden -zrobił minę zabitego pieska. 
-Dobra, ale tylko jeden.
Chwycił ją za rękę. Spacerowali brzegiem morza, patrząc na zachód słońca. 
-Jutro wracam do Włoch -oznajmił z nikąd. 
-Naprawdę? -posmutniała. -Będę tęsknić. 
-Serio? Przecież uważasz mnie za zadufanego kolesia -mrugnął do niej.
-Już nie. Teraz Cię poznałam i wiem jaki jesteś. 
Zatrzymali się. Popatrzył jej w oczy.
-Jesteś wyjątkowa Ludmiło. 
Zaczęli się do siebie zbliżać. Oboje pragnęli tej chwili, jak nic innego. Liczyło się teraz, że mają siebie. Dzieliły ich milimetry, kiedy Federico odskoczył od dziewczyny. Zauważył dwóch facetów wychodzących z wody, w czarnej piance. 
-Przepraszem, myślałem, że to paparazzi. 
Ludmiła poczuła ukłucie w sercu.
-Wstydzisz się mnie?
-Nie, skąd. Po prostu nie chce, aby ktoś nas zobaczył. 
-Bo nie jestem sławna?!
-Lu, ty nic nie rozumiesz. 
-Nie, to ty nie rozumiesz. Co ja sobie wyobrażałam? Że będę dziewczyna sławnego piosenkarza? Jesteś taki sam jak myślałam, jesteś zadufanym w sobie kolesiem! Nie liczą się dla Ciebie inni, myślisz tylko o sobie! Nienawidzę Cię! -krzyknęła i odeszła. 
-Ludmiła czekaj. 
-Co? -obróciła się. 
-Oddaj aparat. Tam są nasze zdjęcia. ..
-Weź go sobie i usuń te zdjęcia, bo nie chce mieć z tobą nic wspólnego! -rzuciła aparatem w piasek. 
Wróciła do domu, zapominając nawet o Camili. Położyła się na łóżko i zaczęła płakać. Zranił ją, bardzo. Ona też była głupia, miała nadzieję na związek z jakimś sławnym chłopakiem, którego znała zaledwie od dwóch dni. Tyle wystarczyło, żeby się zakochać. Nałożyła słuchawki i puściła sobie jego piosenkę. On jutro wyjedzie i wszystko będzie znowu normalnie. 
♣♣♣♣♣
Minął tydzień. Ludmiła już pozbierała się po wszystkim, jednak jej myśli często wędrowały w stronę Federico. Pewnego dnia dostała smsa od nieznanego numeru.
Wyjdź przed dom. Czekam:)
Wyszła przed dom, co miała zrobić. To co zobaczyła, bardzo ją zdziwiło. Federico stał przed domem z gitarą w ręce. Zaśpiewał. 

,,non so se va bene
non so se non va
nonn so se tacere o dirtelo... ma

le cose che sento 
qui dentro di me
mi fanno pensar
che lamore è cosi

ogni istante 
a un non so chè
d'importante vicino
a te

e mi sembra che
tutto sia facile,
che ogni sogno
diventi realtà

e la terra può
essere il cielo!

ti credo
ti credo''

Podeszła bliżej niego.
-Przyjechałeś tu z Włoch? 
-Tak.
-I myślisz, że jedna piosenka wszystko załatwi? 
-Tak. 
Spojrzała na niego poirytowana. 
-Nie? Yy, nie, nie. Ludmiła, naprawdę przepraszam. Nie obchodzi mnie co myślą paparazzi. Kocham Cię.
Delikatnie musnął jej wargi. To była magiczna chwila, której oboje nie chcieli przerywać. Spojrzeli sobie w oczy.
-A, bym zapomniał! Proszę -podał jej małą paczuszczkę. 
-Co to?
-Prezent ode mnie. 
Jej oczom ukazały się okulary, które jeszcze tak niedawno przymierzała. 
-Teraz mamy takie same.
-Dziękuję -Nałożyła okulary. -Jak wyglądam? 
-Świetnie -zaśmiał się. -To jak.. chciałabyś iść ze mną na randkę?
-Bez ukrywania się?
-Bez -uśmiechnął się. 
-Oczywiście. 
A jak zakończyła się historia tej dwójki? Tego nie wie nikt.

****************************************

Druga z uczestniczek, przedstawiła coś co dzieje się w młodzieńczym życiu, wielu z nas. Dlatego tak bardzo spodobał mi się ten One Part. Cieszę się, że mogłam go przeczytać i nagrodzić chociaż tak.
Przedstawiam wam:

JULSON VERDAS

*******************************************


-Violetto możesz przyjść pod bramę??-dopytywał się przez telefon Andres.
-Ale ja naprawdę nie rozumiem po co!-odwarknęła patrząc przez okno. Przed bramą stali jej koledzy ze szkoły.-Idźcie sobie, bo nie wiem po co tutaj przyleźliście!

-No, ale tak na chwilkę. Proszę! Wyjdź! Ktoś ma Ci coś do powiedzenia!-prosił dalej.

-Ugh! Dlaczego wy musicie być tacy upierdliwi i nieznośni? Okey... Już idę...-westchnęła i zeszła na dół. Otworzyła drzwi i po chwili była przy bramie.
-Czego?-spytała kolegów.
-Leon chciał Ci coś powiedzieć.-uśmiechnął się Federico i popchnął chłopaka na przód.
-Czego chcesz?-spytała z agresją.
-Yyy...-chłopak zająknął się. Było widać strach w jego oczach. Nie chciał długo stać przy dziewczynie, dlatego uciekł przed siebie.
-I ja zeszłam tylko po to żeby zobaczyć uciekającego przed de mną Leona?-spytała z pretensjami.-Następnym razem w ogóle nie zejdę!
-Nie wiem dlaczego uciekł.-tłumaczył się Maxi.-Ale wiem co miał Ci do powiedzenia!
-No więc co?-spytała z grymasem na twarzy.
-Tylko się nie złość... Mamy dopiero 11 lat, a ja słyszałem, że złość szkodzi urodzie.-uśmiechnął się do dziewczyny Diego, a ona pogroziła mu podnosząc rękę zza głowy.-Dobra, dobra! Tylko bez przemocy!-Młody Hiszpan lekko się przestraszył.
-Powiecie mi w końcu coś kołki, czy będziecie tak stać i wpatrywać we mnie swoimi głupimi gałami?!-Violetta z minuty na minutę była coraz bardziej zdenerwowana.
-Federico powiedz jej!-zwrócił się do Włocha Maxi.
-Dlaczego ja? Ja nie chcę go zdradzać! Niech Andres jej powie!-oznajmił Federico.
-Chłopaki! Mogę się w końcu dowiedzieć o co tu chodzi??!!-krzyknęła Violetta.
-Leon się w tobie zabujał!!-krzyknął Diego pod wpływem emocji. Violetta nic nie powiedziała. Czuła ból brzucha i dreszcze po całym ciele. Nie przepadała za Leonem. Jej zdaniem był to najgorszy chłopak z jej klasy.
-Phi! To pewnie znowu jakiś żart!-próbowała siebie pocieszyć. Wszyscy chłopcy pokręcili przecząco głowami. Brunetka poczuła jeszcze większy stres. Jej ręce zaczęły się powoli pocić. 
-Nie Violu! To nie żart! Powiedział, że nie może już tak dłużej wytrzymać bez Ciebie. Oznajmił również, że nie może patrzeć jak rozmawiasz z innymi kolesiami z naszej klasy.  On chce po prostu wiedzieć czy ma sobie dać spokój,  czy dalej o Ciebie walczyć.-Maxi próbował powtórzyć słowa Leona.
-Jak go zobaczycie to powiedzcie mu żeby się do mnie nie zbliżał! Żeby się do mnie nie odzywał, nawet żeby na mnie nie gapił! Nie może się do mnie zbliżać więcej  niż 3 metry! I powiedzcie mu, że nie ma o co walczyć, bo go nie lubię. I koniec, i kropka!-zła Violetta szybkim krokiem opuściła kolegów i wróciła do domu. Chłopcy trochę byli zmartwieni o Leona, ponieważ wiedzieli jak bardzo jest zakochany w dziewczynie.


~.~


-Leon! Leon!-chłopcy zaczęli szukać kolegi. Nie zastali go w domu. Po półgodzinnych poszukiwaniach w okolicy postanowili, że pójdą w ich "kryjówkę". A była to toaleta na stadionie. Nie mylili się... Zastali go tam...

-Stary! Czemu uciekłeś?-spytał się go Federico.

-Nie wiem...-oznajmił zrezygnowany.-Tak jakoś wyszło... Nie mogłem jej tego powiedzieć. Mówiliście za mnie?
-Tak...-odparł zawstydzony Diego.
-I co ona na to?-spytał z entuzjazmem.
-Nie ciesz się tak za bardzo...-poklepał Maxi swojego przyjaciela po barku.-Powiedziała, że nie masz się do niej zbliżać nie bliżej jak na trzy metry. Masz się do niej nie odzywać. Nawet nie masz na nią patrzeć. I, że...Cię nie lubi.-po słowach szatyna Leon posmutniał. Był zdołowany całą tą sytuacją, lecz zrozumiał, że nie ma o co walczyć.
-Dobra... Zrozumiałem.-wymusił uśmiech, lecz tak naprawdę nie wyszedł mu za bardzo. Wyglądał wręcz dziwnie. Zrobił się cały czerwony, ponieważ powstrzymywał płacz oraz wymuszał banana na twarzy.-Zostawcie mnie samego.-poprosił przyjaciół. Oni posłusznie wyszli z pomieszczenia. Młody nastolatek w końcu nie wytrzymał i pojedyncze łezki wydostały się z jego oczu. Szybko je otarł ręką. Podszedł do umywalki po czym odkręcił zimną wodę. Zamoczył w niej ręce i przejechał nimi po twarzy. Chciał, aby jego matka nie zauważyła płaczu. Poczekał chwilę. Chciał się uspokoić. Po niespełna 5 minutach poszedł do domu.


~.~


Minęły już dwa lata od dość nie miłego zdarzenia w młodym życiu Leona. Szybko pogodził się z prawdą. Od całego tego okropnego zajścia z Violą obraził się na nią. Nie zwraca na dziewczynę uwagi. Szatyn właśnie podąża do podstawówki. To już koniec ostatniego roku jego nauczania w tej szkole. Doszedł do przejścia dla pieszych, które jest przeznaczone specjalnie dla uczniów podstawówki. Na przeciwko chłopaka szła Violetta. Chłopak przykuł uwagę dziewczyny. Jeszcze nigdy nie zdała sobie sprawy, że Leon jest dość przyzwoitej urody. Spoglądała na niego, aż tu nagle potknęła się o kamyk. Szatyn popatrzył na nią kątem oka i jakby nic się nie stało przeszedł przez przejście. Violetta czuła się upokorzona całą tą sytuacją. Myślała, że nastolatek przyjdzie jej z pomocą, jednak myliła się. Z bólem w sercu wstała. Na szczęście nie stało się jej nic. Wszyscy zaczęli się z niej śmiać i obgadywać ją. Dziewczyna pobiegła do szkoły z płaczem.



~.~


Nastały wakacje jak i egzaminy do prestiżowej szkoły muzycznej Studio 21. Wiele osób z podstawówki Leona i Violetty ma zamiar wziąć w nim udział. Pierwszego dnia jest śpiew, a drugiego taniec. Niestety w tym roku nie startuje wielu uczniów. Wszyscy zaczęli powoli oddawać wypełnione formularze do nauczycieli. Tydzień później "test" rozpoczął się.  Po wielu nastolatkach na scenę wkroczyła Viola. Przy drzwiach stała  Francesca i Camila, które również zdawały egzaminy.

-Możesz zacząć.-oznajmił z uśmiechem na twarzy Pablo po czym włączył muzykę. W sali zaczęła grać melodia  jej nowej piosenki. Po chwili zaczęła śpiewać.


Es seguro que me oíste hablar
de lo que se puede hacer,
de la magia que tiene cantar
y de ser quien quieres ser
Ya no importa qué pueda pasar,
si no lo que tú has de hacer,
el color que uses al pintar,
lo que pienses y el pincel

Sé que existen dundes y hadas
y que intentar es mejor que nada
No te detengas, no guardes nada
Vuela más alto y verás


Voy donde sopla el viento
Hoy digo lo que siento
Soy mi mejor momento
y donde quiera yo

-Było świetnie!-oznajmił Pablo.
-Moim zdaniem... Nie ważne.. Przecież moje zdanie się nie liczy.-narzekał Gregorio.
-Gregorio...-dyrektor skarcił nauczyciela tańca.-Dziękujemy! Zawołaj teraz następną osobę. 
Ku zdziwieniu Violetty następną osobą był Leon. Przeszedł obok niej nie spoglądając na nią. Jakby była zwykłym powietrzem. Zabolało ją to trochę, lecz postanowiła przyjrzeć się występowi chłopaka.
-Byłaś cudowna!-zaczęły piszczeć dziewczyny.
-Ci..-przyłożyła palec wskazujący do ust.-Teraz występuje Leon.
-Leon?-dziewczyny mocno się zdziwiły. Jeszcze kilka lat temu chłopak mówił, że nie cierpi muzyki. A teraz? Zdaje właśnie egzamin do szkoły muzycznej.

Leon wszedł na scenę, przywitał się nauczycielami po czym zaczęła grać muzyka.

Cómo explicar?
No dejo de pensar en ti,
en nosotros dos...
Cómo escapar?
De una canción
Que hable de tí,
Si eres mi canción.

Puedo vivir como en un cuento,
Si estoy contigo,
Que revive a cada página el Amor...

Aunque lo intente ya no puedo más,
Verte de lejos,
Mis ojos ya no pueden ocultar,
Éste misterio.
Me abraza el cielo y vuelo sin parar
Hacia tu encuentro.
Llego a tiempo, ya no estás,
Alguien ha ocupado mi lugar.

Nauczyciele wstali i zaczęli chłopakowi bić brawo. On na to się uśmiechnął i podziękował. Wiedział, że i tak jeszcze nie jest w studiu. Przed nim jeszcze trudny test z tańca.

-Gratulacje, Leon! Byłeś świetny!-Violetta pogratulowała chłopakowi. A co on na to? Nawet nie spojrzał na nią i poszedł dalej. Wyszedł ze studia i poszedł do parku. Dziewczyna postanowiła pójść za nim.
-Violetta gdzie idziesz?!-spytała się jej Camila.
-Muszę coś bardzo ważnego załatwić.-oznajmiła.
-A co z naszym spotkaniem?
-Pójdźcie bez ze mnie. Ja niestety nie mogę. Naprawdę muszę iść! Widzimy się jutro! Cześć!-brunetka pożegnała się z przyjaciółkami i podążyła za Leonem. W końcu dogoniła go w parku.
-Leon?!-chłopak nie odzywał się-Leon!?-znów zero reakcji.-Leon proszę Cię pogadajmy!
-A o czym?-chłopak w końcu zwrócił się pierwszy raz od kilku lat do dziewczyny.
-Dlaczego mnie ignorujesz?-spojrzała mu w oczy.
-Doprawdy? Doprawdy nie pamiętasz Violetto?-dopytywał się. Ona zaprzeczyła kręcąc głową.-Ach tak? To przypomnę Ci! 22 maja! Mieliśmy wtedy po 11 lat! Pamiętasz? Pewnie nie! Najgorszy dzień mojego życia! Moja pierwsza miłość oznajmiła mi, że ma mnie gdzieś! Powiedziała, że mnie nienawidzi! Że jestem najgorszym chłopakiem! Dalej nie pamiętasz? Przecież mam się do Ciebie nie zbliżać! Nawet nie mam na Ciebie patrzeć. A odzywać  to tym bardziej! Więc przepraszam bardzo, ale mnie do tego zmusiłaś. Złamałem wszystkie twoje trzy zasady! Zadowolona?
-Leon, ale to było dawno byliśmy jeszcze dziećmi!-nastolatka próbowała się wytłumaczyć.
-Dawno? Serio? 3 lata temu! Czas goi rany, ale to wszystko długo  zostaje w pamięci. A teraz przepraszam... Muszę iść... Cześć!-chłopak pożegnał się i zdenerwowany poszedł dalej. Violetta zrozumiała, że w przeszłości popełniła błąd. Nie znała dobrze Leona, ale z jakiejś dziwnej, niewyjaśnionej przyczyny ciągnęło ją do niego. Jednak wiedziała, że po tym co  mu zrobiła nie będą mogli być nawet dobrymi znajomymi.


~.~


Egzamin z tańca przebiegł w szybkim tempie.  Wkrótce nadszedł wyczekiwany dzień, w którym o godzinie 9.00 miały zostać wywieszone wyniki. Wiele osób nie spało tej nocy, a przed studio przybyli już kilka godzin wcześniej. Pablo zasmucił się widokiem zdenerwowanych nastolatków, dlatego nie zwlekał ani minuty dłużej i wywiesił wyniki pół godziny wcześniej przed ustalonym czasem. W ciągu sekundy przed drzwiami pojawił się ogromny tłum. Niektórzy skakali z radości, ale byli też tacy, którzy byli pogrążeni w rozpaczy. Jedni mówili sobie mówili "Poćwiczę i spróbuję kolejny raz za rok", a drudzy "Już wiem, że muzyka to nie moja bajka". Wiele osób szybko odeszło z miejsca. Po jakiś 5 minutach prawie już nikogo nie było przy wynikach. 

-To już są wyniki?-nie dowierzała Violetta przychodząca wraz z  Francescą i Camilą.

-Widocznie tak!-odparła obojętnie Włoszka. Dziewczyny podeszły pod drzwi szkoły. Kierując się palcem szukając swoich nazwisk.

-Mam!-po kilku sekundach odezwała się Francesca.
-No i jak Ci poszło?-spytała Violetta.
-No więc...-powiedziała smutnym głosem.-Dostałam się!-oznajmiła uradowana.
-Ja też mam swoje imię, ja też mam!-ucieszyła się Camila.-Co? Ale jak?
-Ty też się dostałaś?-spytała pełna entuzjazmu Francesca.
-Właśnie nie...-zaprzeczyła.
-Co?!-przyjaciółki spojrzały na imię i nazwisko rudej. Rzeczywiście pisało "Nie przyjęta".
-Tak mi przykro...-Francesca próbowała ją pocieszyć.
-Nie ważne.-odpowiedziała drżącym głosem.-Przepraszam, ale muszę iść.-Camila otarła ręką pojedyncze łzy i poszła w pełni żalu do domu.
-No niestety ja się dostałam.-odpowiedziała smutnym głosem Violetta.


~.~


Rozpoczęły się pierwsze dni nauki w Studio dla nowych uczniów. Klasa Violetty swoje pierwsze zajęcia miała z Pablo. Gdy weszła do sali rozejrzała się dookoła, aby zobaczyć z kim będzie w przyszłości współpracować. 

-Zaraz... zaraz...-jednemu chłopakowi przyglądała się nieco dłużej.-Leon?-od wakacji chłopak zmienił swój wygląd. Zaczął ubierać się schludniej oraz ściął włosy. Violetta prawie nie mogła go poznać. Dziewczyna podeszła do Francesci, która również była w jej klasie. Po niecałych 5 minutach zadzwonił dzwonek, krótko potem do sali wpadł Pablo.

-Witamy w Studio 21 dzieciaki!-przywitał się z nimi.-A więc tak wygląda moja klasa... Powiem szczerze, że trudno będzie mi nauczyć się waszych imion. Dlatego za jakiekolwiek pomyłki przepraszam. Gdy przeprowadzaliśmy egzaminy wybieraliśmy również główne role do przedstawienia!-wszyscy zaczęli klaskać i się chichrać.-Może przejdę do konkretów... Główną rolę męską zagra Leon Verdas, a żeńską Violetta Castillo. Pomyśleliśmy, że wasze głosy cudownie razem brzmią. A więc żądam od was dobrej piosenki w duecie. Sorry... Dwóch dobrych! To już nie wakacje... Bierzemy się do pracy moi drodzy! Do pracy.-Violetta i Leon spojrzeli na siebie kątem oka. Byli źli, przestraszeni, a za razem szczęśliwi i dumni z siebie.


~.~


-Leon!-po lekcjach Violetta złapała chłopaka przed szkołą.

-Co?-spytał sucho.

-Może na czas przedstawienia będziemy żyli w zgodzie, odzywali się do siebie, a potem... Ręcze Ci... Będzie wszystko jak dawniej!-zaproponowała brunetka.
-Okey...-chłopak nie miał nic przeciwko.
-To kiedy zaczynamy próby?-spytała.
-Myślę, że najlepiej będzie zacząć je dzisiaj!-uśmiechnął się.
-U mnie?-zaproponowała.
-U Ciebie...


~.~


Violetta i Leon stali się dobrymi przyjaciółmi,  przez  czas prób byli nie rozłączni. Spędzali ze sobą prawie 24 godziny dobę. W szkole często można było ich zobaczyć razem. Wracali wspólnie do domów. Jakby nie mieli innych przyjaciół. 



Aż w końcu pewnego dnia...


-Violu!-Francesca zawołała dziewczynę.
-Tak?-brunetka skierowała się do niej.-Mów mi co masz powiedzieć, bo się śpieszę na próbę z Leonem!-oznajmiła.
-No właśnie! Wcale nie spędzasz czasu ze mną i Camilą. Tylko wiecznie Leon, Leon, Leon, Leon... A nawet jeśli nas spotkasz to mówisz o Leonie!-Włoszka oburzyła się.
-Co ty wygadujesz? Już się nie można dzielić z przyjaciółką szczęściem? A może ty jesteś o niego zazdrosna?-brunetka ciągnęła dalej ostrą rozmowę.
-Nie! No co ty! Kiedy ostatnio gdzieś poszłyśmy na jakiś wypad? Miesiąc temu? Violetto zmieniłaś się!
-Ja się zmieniłam? Jak nie chcesz być moją przyjaciółką to mi powiedz!
-My już od dawna nie jesteśmy przyjaciółkami, Violetto... I to nie przez ze mnie nasza przyjaźń się rozpadła. Radzę Ci się dobrze zastanowić w domu dlaczego. Cześć!-Francesca rzekła po czym poszła do domu. Brunetce zaszkliły się oczy patrząc na odchodzącą przyjaciółkę. Nagle zza jej pleców pojawił się nie kto inny jak Leon.
-Ej?-spytał łagodnym głosem.-Co się stało?
-Właśnie straciłam ważną osobę w moim życiu.-odpowiedziała płaczliwym głosem i wtuliła się w tors chłopaka. 


~.~


Po wielu próbach w końcu nadszedł wyczekiwany dzień przedstawienia. W dzień poprzedni wszyscy w teatrze wzięli się za udekorowanie sali. Dziś natomiast wszyscy się zajmują swoim wyglądem. Violetta bardzo stresowała się, ponieważ na koniec miał być szczególny moment-musiała pocałować Leona. Bała się trochę, ale była za razem szczęśliwa, że w końcu może poczuć smak jego warg. Chciała wiedzieć czy to przyjaźń, czy coś więcej. O godzinie 13.00 na scenie pojawili się wszyscy artyści, którzy wykonali piosenkę "On Beat". Potem była solówka Violetty "Soy mi meyor momento". Następnie wszyscy zaśpiewali "Euforia". Później Camila, Francesca i Naty zaśpiewały "Junto a ti". Kolejny występ był chłopaków, czyli piosenka "Salta". I na zakończenie duet Violetty i Leona "Podemos".

Gdy dwójka przyjaciół zakończyła śpiew, w scenariuszu swój występ mieli przypieczętować pocałunkiem. Tak i zrobili. Dla nich nie był to zwykły pocałunek... Było to coś niesamowitego dzięki czemu skończyli swoje kłótnie., przyjaźń, a zaczęli swój nowy etap życia-miłość...


~.~


Wszystko zaczęło się układać ku myśli Violetty. Razem z Leonem tworzyła niezłą parę. Pogodziła się z Francescą i Camilą. W studio była jedną z najlepszych uczennic. Niestety potem porzuciła karierę muzyczną. Jej ojciec powiedział, że gdy się nie wybije-nie zarobi dużo pieniędzy. Dlatego ukończyła normalne studia i przejęła firmę ojca. Potem w jej życiu nastało kolejne ważne wydarzenie-jej ślub z Leonem. Po zawarciu związku małżeńskiego Leon stał się współwłaścicielem firmy. 9 miesięcy później na świat przyszła mała Marcela. Niestety... To było ich jedyne dziecko.  Dlatego oboje rodziców bardzo uważali na ich córkę. Nie chcieli żeby jej się coś stało. Lecz na marne... Gdy Marcela miała 8 lat zachorowała na guza mózgu. Rok później zmarła. Verdasowie nie mieli potem żadnych dzieci. 


***************************************************
Gratuluję Wam dziewczyny z całego serca! Koło weekendu otrzymacie swoje nagrody :*
Tak, i to na dzisiaj wszystko, chyba najdłuższy post na tym blogu :D Który OS bardziej Wam się podobał?
Który był bardziej ''wasz''. Taa, nie da sie wybrać! Oba były wspaniałe :) Jutro będzie ogłoszone miejsce 3 :D Więc... Do jutra!

Kathrina

Layout byNath