wtorek, 8 lipca 2014

Goodbye my lover. Goodbye my friend... - Pożegnania nadszedł czas.





,,Świat jest teatrem, a aktorami są ludzie. 
Którzy kolejno wchodzą i znikają, bo odegrali swoją rolę.''


Więc kochani... Tak, to ten dzień. Pamiętam jak wróciłam pół roku temu na bloga i obiecałam sobie, że dotrwam do roku. I mamy roczek, ten upragniony, wreszcie doczekany.
8 lipca 2013 roku - Kathrina zakłada bloga.
Późniejszą historię już wszyscy znamy. Dzisiaj nadszedł dzień pożegnania. Dlaczego? Otóż tak.
Czyta mnie coraz mniejsza liczba osób, a ja sama nie mam już sił ani pomysłów na pisanie rozdziałów. Leonetta mi się po prostu... znudziła? Takie odnoszę wrażenie. Ale odeszłam też z Fedemili i wszystkich innych blogów. Pisanie mnie męczy, przepraszam, że to mówię, ale taka jest prawda. Wena się mnie nie trzyma. Nie jestem w stanie niczego napisać. Niczego sensownego, co mogłoby się nadawać do publikacji. Zaczęłam czwartą historię, a to już bardzo dużo, prawda?
Więc nie mogę podziękować każdemu po kolei, bo to za wiele. Ale podziękuję całości, za wszystko.
DZIĘKUJĘ WAM ZA:
-Każdą złą i dobrą chwilę w moim towarzystwie.
-Każdą łzę przelaną nad czymś wzruszającym.
-Każdy komentarz, który kiedykolwiek, ktokolwiek zostawił. 
-Dziękuję każdemu obserwatorowi. 
-Dziękuję nawet hejterom, dzięki którym rozumiałam, że coś osiągnęłam, a oni mi tego zazdroszczą.
DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKO.

Więc może teraz przejdźmy do statystyk :3 A więc: 


Statystyka z całego roku:



Najczęściej czytane posty:


Odwiedzały mnie kraje, takie jak:




W sumie, to cóż więcej mogę dodać. Czuję się dumna i spełniona z tego co tu osiągnęłam. Wytrzymaliście ze mną równy rok. Mam nadzieję, że za bardzo się nie męczyliście, że było momentami pięknie i zabawnie, że mogłam z Wami być i dzielić się mymi przemyśleniami. Naprawdę, co do bloga, to spełniłam marzenia. 
Jestem pewna na 99%, że nie wrócę już na tego bloga, ale chciałabym, abyście wiedzieli, że strasznie Was wszystkich kocham i, że jesteście dla mnie okropnie ważni. Przepraszam, że nie dokończyłam tej historii, ale nie dałam rady, brak mi było sił. Zostaję już tylko na Juntos Somos Mas - KLIK
Za dwa dni dodaję swojego One Shota, mam nadzieję, że moi czytelnicy będą mnie tam śledzić :))
Jeszcze raz:

DZIĘKUJĘ ZA WSZYSTKO! ZA TEN CAŁY WSPANIAŁY ROK, KTÓRY ODMIENIŁ MOJE ŻYCIE! BYLIŚCIE I NADAL JESTEŚCIE WSPANIALI!


Kocham Was niezmiernie mocno, zapamiętajcie mnie na zawsze i Wy również, jak ja, spełniajcie marzenia. Dziękuję za wszystko. Ostatni raz, żegna się z Wami:

Kathrina

sobota, 24 maja 2014

Capitulo III ,,Prawda jest ważniejsza niż ból''



****

Życie przynosi nam wiele trudności, przeszkód. Po prostu rzuca nam bezczelnie kłody pod nogi, ale robi to w jednym celu, aby sprawdzić, kto tak naprawdę w tej grze jest silny. Kto po upadku pozbiera się i będzie pomagał, a kto podda się i zniknie. Często mówimy, że los jest niesprawiedliwy, ale on wyznacza własne zasady, do których my musimy się dostosować. W naszym życiu występuje również ból, rozpacz, smutek, to wszystko nas załamuje, ale gdyby nie te czynniki, później nie byłoby radości z tego co mamy. Życie ma wiele kolorów i musimy tolerować każdy z nich. Zawsze i mimo wszystko.

****

Siedziałam na ławce przeglądając się w ekranie od telefonu, przy okazji co chwilę na niego spoglądając czy nie dostałam jakiejś wiadomości. Natalia spóźnia się już od połowy godziny,a ja zaczynam się denerwować. Sprytnie chwyciłam swoją torebkę i ruszyłam ścieżką w parku, mając nadzieję, że po drodze na nią wpadnę. Mój dzień ciągnął się w nieskończoność, chciałabym w sumie już iść spać, odpocząć trochę i już tak wiele nie myśleć. Nadal zastanawiam się nad tym co mówiła
Naty. Może nadaję się do tej szkoły? Natalia z reguły nie kłamie. Nie umie tego. W sumie fajna sprawa chodzić z przyjaciółką nawet do jednej klasy. Nigdy nie mogłam uwierzyć w to, że mam jakiś talent, chociaż dużo osób mi o tym mówiło. Przez całą drogę nie mogłam spotkać przyjaciółki. To dziwne. Ona się nigdy nie spóźniała. Czułam, że czuje się coś złego. Ruszyłam pewnie przed siebie i udałam się do Studio. Nieśmiało ruszyłam do jednej z sal, następnie do kolejnej, ale nigdzie nie mogłam jej znaleźć. Wreszcie wparowałam do sali z numerem osiem. Osoba którą tam zobaczyłam, sprawiła, że moje nogi zrobiły się jak z waty. Siedział przy pianinie, jak zwykle, pan idealny - Diego. Brat Natalii. Nie mogłam sama zrozumieć mojego głupiego zauroczenia nim. Zawsze wydawał się inny niż wszyscy, wyjątkowy. Tak naprawdę od jakiegoś czasu wiedziałam, że się w nim zakochuje, nikomu o tym nie mówiłam. Bałam się. Diego Hernandez. Ideał. Tak, to idealne słowo na niego. 

Tylko problem tkwi w tym, że nigdy z nim nie będę. Nie jestem wyjątkowa.  -Ludmila.- Powiedział odwracając się. Po chwili stał już koło mnie. - Pewnie szukasz mojej siostry.  
-Yhym.- Odpowiedziałam nieśmiało, w tym momencie stanęła mi gula w gardle. Stał blisko, mogłam poczuć jego oddech.
-Tutaj jej raczej nie spotkasz. - Opuścił głowę.
-Dlaczego? Co się dzieje?- Nasza rozmowa nabierała delikatnego obrotu spraw.
-Ona... Jest w szpitalu. Prosiła, żebym Cię tym nie zamartwiał, ale wiem, że tak będzie lepiej.- Po mych policzkach automatycznie popłynęły łzy. Nie wiedziałam co mogło się stać. Dlaczego ona jest w tym piekielnym miejscu? Co mogło się stać?
-Co... Co się stało?- Mówiłam ocierając oznakę bólu.
-Miała wypadek samochodowy. Razem z naszą matką...- Powiedział załamany.
-Dlaczego nie jesteś w szpitalu tylko tu?- Zadawałam coraz głupsze pytania, czułam, że potrzebuję teraz czyjejś bliskości. 
-Nie mogłem wytrzymać tej presji.-Opadł na krzesło.- Musiałem trochę odpocząć. Nie wiem jakbym tam wytrzymał. 
-Diego...- Nie dał mi dokończyć.
-Nie, Ludmila. Nie będzie dobrze! Już nie...- Poddawałam się. Ta rozmowa nie przebiegała tak jakbym chciała, a on zdawał się czytać mi w myślach. - Przepraszam.- Wyjęczał. Znów podszedł do mnie i powoli odgarnął blond loki, które opadały mi po twarzy.
-To dla nas obojga ciężka sytuacja, ale musimy sobie radzić. - Znów robił to samo. Mieszał mi w głowie. Minęło pół roku odkąd go znam, a już zdążyłam pokochać. To chore. Poczułam jego ciepło przy sobie. Przytulił mnie. Wtedy nie wiedziałam sama co czuję...
Zgubiłam się.

****


Widząc go czułam, że skończy się to źle. W pewnym momencie pomyślałam, że to jakiś głupi sen, z którego zaraz się obudzę i będzie po sprawie. Błagam... Każdy tylko nie on.
-Widzisz, jesteśmy na siebie skazani.- Uśmiechną się złośliwie.
-Jak zwykle...- Odpyskowałam, mu również z nieszczerym uśmiechem.-Uszczypnij mnie, bo nie wierzę.
-Dobra, może nie przepadamy za sobą, ale nie rozumiem Cię, wiesz? Może chociaż trochę poudawajmy. Jesteś wstrętną osobą, bez serca. I nie mów mi, że Cię nie znam, bo znam Cię zapewne lepiej niż ktokolwiek inny, Violetto.-Zaczął swój monolog, a mnie wbijał kolec w serce z każdym wypowiedzianym słowem.- Tak, nienawidzę Cię, ale to zadanie, a my musimy je wypełnić. Zrozum wreszcie i przestańmy się gryźć o byle co. - Bolało, nigdy nie pomyślałam, że przez taką osobę jak on będę musiała cierpieć. W oczach pojawiły się łzy, chciałam coś odpowiedzieć, ale nie mogłam. Zamurowało mnie. Zbił mnie z tropu. 
-Mogę powiedzieć dokładnie to samo o Tobie. Nigdy, przenigdy nie próbowałeś mnie poznać, zbliżyć się. Cokolwiek. Zawsze tylko byłam złą osobą, do wszystkich tak mówiłeś. Nienawidzisz mnie, a to chyba w Tobie jedyne szczere uczucie. Nie mogę uwierzyć, że muszę współpracować. To chyba najgorsze z możliwych wyjść. Kiedyś nawet myślałam, że mogłabym Cię pokochać, ale teraz wiem, że jesteś okropny. Nie mam ochoty Cię nawet znać. Widzisz co ze mną robisz? Próbujesz zniszczyć i pogrążyć. Dlaczego? Jesteś o coś zazdrosny? Nie dzisiaj Leon, cześć.- Odeszłam od chłopaka po czym podążyłam w stronę parku. Chciałam się otrząsnąć, ale nie mogłam. Powiedział mi prawdę, której nie chciałam słyszeć, coś co nie mogło dać mi uwierzyć, że tacy ludzie istnieją. Nigdy nie chciałam krzywdy innych. To wszyscy w Studio ubzdurali sobie, że muszę błyszczeć. Robiłam co musiałam. Tyle. Za plecami usłyszałam czyiś krzyk.
-Violetta! Zaczekaj chwilę!- Stanęłam i odwróciłam się do chłopaka. To Federico. Nagle poczułam jak moje problemy uciekają.
-Płakałaś? Coś się stało?- Dopytywał gdy mnie zobaczył.
-To tylko kilka łez, nic istotnego, Federico.- Zaprzeczałam i chciałam iść dalej.
-Jak to ''nic istotnego'' dla mnie to ważne, proszę.- Widziałam, że mu zależy, jednak nie chciałam opowiadać o moich problemach.
-Nie dzisiaj, Fede, proszę.
-Chodzi o Leona, prawda? Widziałem Was.- Opowiadał.- Mów. Co Ci zrobił.
-Powiedział tylko prawdę, Fede...- Zaprzeczyłam jego domyśleniom i szybko odeszłam, zostawiając chłopaka samego.
''Powiedział tylko prawdę''. 
Najgorszy moment w życiu? Gdy dowiadujesz się, że ktoś na kim Ci zależy, tak naprawdę Cię nienawidzi...


*****

Kolorem szarym jest ból, który odciąga nas od prawdziwego życia. Przez niego ronimy łzy i cierpimy. Niektóry wywoływany z małych, nic nie znaczących rzeczy, ale są też większe, które sprawiają, że wali nam się życie. Najgorsze w bólu jest to, że często nie ma nam kto pomóc. Wtedy zostajemy sami.
My i głucha cisza.
Nikt więcej nam nie przeszkadza. Samotność również boli.
Ale czasami jest najlepszym lekiem...


*****************************************************
Napisałam rozdział! Impra nanana xD Dobra nie, nic :D Odwalaaaaaaaaaaa.
Teraz w każdym rozdziale będzie o tych kolorach, jeżeli chcecie wiedzieć o czym jest to opowiadanie, dlaczego kolory i dlaczego zmieniłam tytuł na ,,Life isn't a theatre'', zajrzyjcie do zakładki ''W teatrze'' oraz żeby przybliżyć sylwetki postaci zajrzyjcie do ''Aktorów''. 
,,Life isn't a theatre'' - Życie to nie teatr. Czytając zakładkę, o której wcześniej pisałam dobrze wszystko zrozumiecie. Mam nadzieję, że moja wizja, która urodziła się o czwartej nad ranem Wam się spodoba. Piszcie o swoich przemyśleniach na ten temat!
Przepraszam, że tak długo nie było rozdziału, ale nie mogłam się ogarnąć, miałam mały problemik, ale już jest okey. Mam nadzieję, że mi wybaczycie. To co? Znów szantaż? Przepraszam Was za to, ale inaczej wcale nie będzie komentarzy.

18 komentarzy od różnych osób = Capitulo IV ,,Błękitna tęsknota''

Dwa tygodnie rozdziału nie będzie, bo jadę na wycieczkę w ten piątek i wracam dopiero za tydzień (7.06). Odpocznę, pomyślę, zregeneruję siły. Więc co? Do czerwca!
Kocham Was ♥ x


Kathrina

sobota, 17 maja 2014

NOWOŚĆ! REKLAMA, REKLAMA WSZĘDZIE!

Hej kochani!
Ostatnio nie dodaję rozdziałów, ale nie sam brak weny był tego powodem. Byłam zajęta i to bardzo. Prawie miesiąc czekałyśmy! 17 cudownych dziewczyn, ukochanych i wspaniałych, a oto owoc naszej współpracy:


Kochani wpadajcie, komentujcie i czekajcie! Bez przedłużeń: ZAPRASZAMY WAS!

P.S. Mam połowę rozdziału, pojawi się w następnym tygodniu :*

Kathrina

niedziela, 11 maja 2014

One Shot: ,,Nadzieja umiera ostatnia, a miłość nigdy nie doświadcza śmierci'' ~ Fedemila || Kathrina

KLIKNIJ CZYTAJ WIĘCEJ.




♣♣♣♣

Każdy z nas ma prawo kochać, nie ważne jest ile ma się lat, jakiego jest się wyznania czy kto ma jaki kolor skóry. Każdy z nas kogoś lub coś kocha. Zawsze nadzieje na lepsze jutro umierają jako ostatnie, a miłość, trwa wiecznie niezależnie od sytuacji, w naszym sercu zawsze zostaje chociaż reszta z tej osoby, chociaż mały okruszek, drobna rana, którą nosimy przez cały życie. Ale czy tylko ludzie mogą kochać? Czy inne stworzenia nie mają prawa miłości? Czy to pojęcie względne, którego tak naprawdę nie da się zbadać, doświadczają tylko nieliczni? A może to śmierć, zaginięcie lub brak bliskiej osoby nas zmienia i zmusza do kolejnej miłości...? Błędy w notatniku możemy zetrzeć, zmazać i zapomnieć, niestety w życiu nie mamy takiej mocy.

♣♣♣♣

Wampir- Istota bez serca, z pożądaniem zabijania, łaknienia krwi, pochłaniania ludzkich dusz. Nie kochająca niczego i nikogo, tylko i wyłącznie siebie. Tak zwany narcyz, blady, nienawidzący słońca.
Nie mający swojego odbicia w lustrze, nie zastanawiający się co będzie gdy umrze, przecież może żyć wiecznie... To nie ma znaczenia, co zrobi dziś, jutro dla niego nie istnieje. Ciągle żyje teraźniejszością nie bojąc się o swoją przyszłość... 


Kliknij ''Czytaj Więcej''

czwartek, 8 maja 2014

Konkurs ~ Miejsce Pierwsze.



Dzisiaj mamy miesięcznicę naszego bloga. Tak, aż dziesięć miesięcy wytrwaliście tu w tym miejscu ze mną.
Mamy już ponad 100 obserwatorów,160 tysięcy wyświetleń i nowych czytelników.
Dziękuję Wam bardzo, za te dziesięć miesięcy mojego życia spędzone z Wami, nawet nie wiecie ile to dla mnie znaczy. Kocham to co robię, a dzięki Wam robię to jeszcze lepiej.
Ale nie stresujmy się już. Pora odkryć karty i pokazać kto wygrał nasz konkurs. Dostałam 14 prac.
Nasza zwyciężczyni dokładnie pokazała ogromną więź, przywiązanie, ale i ból i cierpienie, które muszą temu towarzyszyć. OS z najwyższej półki, pięknie napisany, subtelny, ale i dramatyczny. Ma w sobie wszystko co potrzeba, aby nadać właściwego charakteru. 
Zakochałam się w tym opowiadaniu i nie ukrywam, że najbardziej wpasowało się w moje serce. 
Uczestniczka, która zdobyła wszystkie punkty. Zgarnęła moje serce, której OS'a czytałam 4 razy.
Przedstawiam Wam:

OLĘ PASQUARELLI 
i jej One Parta pt. 
,,Najszczęśliwsze chwile''

*************************************************



- Mamo, mamo, mamo! Tata wrócił! - 7- letni szatyn radośnie wykrzyczał zeskakując z parapetu. Przebiegł przez sznur porozrzucanych zabawek na podłodze, by sekundę później znaleźć się w ramionach ojca, który właśnie wszedł do domu. 
- Hej mały! - śmiech rodziciela wypełnił korytarz i przedpokój. Opuścił swoją teczkę na podłogę, by zakręcić synem dookoła. 
- Czekałam na Ciebie cały dzień! - pochwalił się Leon. - Spóźniłeś się - wyspowodził się z objęć taty i zeskoczył na podłogę, kręcąc głową z dezaprobatą, na co mężczyzna przewrócił oczami z uśmiechem. 
- Przygotowałem Ci gitarę! - chłopczyk pobiegł z powrotem do pokoju, podczas, gdy ojciec zdjął kurtkę i przywitał się z żoną. 
- Siedział w oknie przez dwie godziny. Idź, bo się nie doczeka -  kobieta wskazała na drzwi do sypialni dziecka. 
- No to co mam Ci zagrać? - zagadnął rodziciel, gdy tylko wziął instrument do ręki, siedząc już na przygotowanym specjalnie dla niego miejscu. 
- To co wczoraj! - zażądał Leon. Zapatrzył się w silne ręce ojca, które delikatnie zaczęły szarpać struny, by wydobyć z nich dźwięk, najpierw delikatny, a później coraz mocniejszy. Akordy powoli wypełniały się z niskim głosem mężczyzny. Chłopczyk obserwował jak mięśnie twarzy taty napinają się, a brwi ściągają w jedno miejsce. 
W tej chwili liczyła się dla niego tylko muzyka i serce przepełnione radością. Jego zamknięte oczy pomagały odszukiwać wspomnienia związane z życiem mężczyzny i dotychczasowymi osiągnięciami. Mógł zaledwie w ciągu tych kilku sekund odsunąć na bok wszystkie problemy, które go obarczały. Potrafił zrzucić z siebie cały ciężar codziennych spraw w jednej chwili. Umiał się od nich uwolnić tylko dzięki muzyce i z tego co z niej wynika. 

Każdego dnia czyha na nas niespodzianka, tykająca jak bomba, czekająca na to, by wybuchnąć. Zazwyczaj robi to z zaskoczenia nie patrząc na spowodowane zniszczenia. Pojawia się w jednej chwili i od razu po wypełnionym zadaniu znika, rozpływa się. Nie pozostaje po niej nic, co mogło by świadczyć o jej wsześniejszej obecności. Wszyscy na nią czekamy, a najbardziej boimy się tego co przyniesie. 

- Biegnę już! - mimo mijającego czasu chłopczyk nie zmienił swoich zwyczai. Każdego popołudnia, podczas, gdy jego mama robiła obiad, siadał na parapecie w swojej niewielkiej sypialni i wypatrywał samochodu taty. 
Pewnego dnia zobaczył zajeżdżający pojazd na podwórko, więc od razu podniósł się z miejsca. Na dźwięk dzwonka pobiegł do drzwi. Jednak nie zobaczył w nich tego co zawsze. 
Niespodzianka zaczęła tykać.
W wejściu stali dwaj mężczyźni, ubrania w mundury, a napis na ramieniu i plecach mówił, że przychodzą oni z policji. To nie jest tata, który zapomniał kluczy, co pomyślał chłopczyk gdy usłyszał dzwonek. Jego przestraszone oczy zaczęły wypatrywać jakiegoś znaku, który opowiadał by o tym, że Ci panowie są tylko jego wyobraźnią. Pomimo gorących poszukiwań, nie doszukał się. 
- Dzień dobry, czy jest osoba dorosła w domu? - spytał jeden z nich, ponurym tonem. 
- Tak, ja - powiedziała mama dziecka stając właśnie w drzwiach. - O co chodzi?
- Pański mąż miał wypadek samochodowy i niestety go nie przeżył - mężczyzna spuścił zakłopotany głowę. 
Okrutna prawda uderzyła w nich niczym piorun w drzewo podczas burzy. Poczuli się jakby płonęli, a po chwili został w nich tylko proch i pył. Proch i pył utraconych wspomnieć, przyszłych marzeń i miłości osoby, dla której mogli poświęcić życie, swoje własne. Niespodzianka wybuchła, wypaliła ich serca i zniknęła. Został tylko szok i rozpacz, która obarczyła ramiona Leona i jego matki. 
Chłopiec wyspowodził się z objęć rodzicielki, która po usłyszeniu informacji od policjantów, natychmiast zagarnęła go do piersi. Łzy płynęły po jego twarzy zaznaczając ślady na policzkach. Nieustanie kręcił głową, jakby chciał wyrzucić z głowy tą informację, myśli o tym, że jego tata już mu nie zagra na gitarze. Nie zaśpiewa pięknej piosenki.  Nie ucałuje w czoło, gdy zrobi sobie krzywdę. Nie doradzi w żadnej kwestii. Nie przytuli, by pocieszczyć.  Nie obroni przed nocnymi koszmarami. Nie zrobi już nic. 

Doceniamy to co mamy, gdy już to utracimy. Gdy zostanie z tego już tylko wspomnienie nie możliwe do przywrócenia. Zastanawiamy się wtedy dlaczego zostało nam to odebrane, akurat w momencie, kiedy byliśmy naprawdę szczęśliwi, żyliśmy pełnią siebie. Nie umiemy się wtedy pozbierać, brakuję nam sił po to by dalej normalnie funkcjonować. Zamykamy się w sobie, oddzielamy od innych szczelnym murem, którego nikt nie potrafi zburzyć. Powoli znikamy, rozpływamy się w powietrzu, bo już nie chcemy dalej trwać w tej okropnej rzeczywistości. W końcu zostaję z nas tylko jeden pyłek, który jako jedyny może poświadczyć, że kiedykolwiek żyliśmy. 

Leon zapatrzył się w słowa wyryte w pomniku, podczas gdy krople deszczu delikatnie się od niego odbijały. Pociągnął nosem i wytarł rękawem twarz mokrą także i od łez. 
Minęło już dziesięć lat od śmierci jego ojca. Dziesięć lat pełnych cierpienia i nieustannego bólu. Trudno było mu pozbierać się po stracie jednego z rodziców. Przez wiele nocy nie mógł spać, bo gdy tylko zmrużył powieki przed oczami pojawiał mu się ciągle ten sam widok -bezwładne ciało ojca leżące na asfalcie w kałuży krwi. Od razu zaczynał wtedy krzyczeć starając się w jakiś sposób uwolnić od tej myśli. Musiało minąć potem wiele czasu, by doszedł w pełni do siebie. Jednak w końcu nastał taki dzień, w którym coś się zmieniło. Pojawiło się pewne światło, które zaczęło sprowadzać go na inną drogę, na całkiem odmienny tor. To światło pokazało mu, że nie należy całe życie wypominać sobie tego, co utraciliśmy, bo zwyczajnie nie ma to większego sensu. Niszczymy wtedy tylko siebie. W taki sposób nie pomożemy ukochanej osobie na tamtym świecie. Musimy pokazać, że jesteśmy silni. Nadal potrafimy kochać. 

- Do zobaczenia tato - w powietrzu pojawił się cichy szept szatyna. Kąciki jego ust delikatnie podniosły się do góry. Leon schował ręce w kieszenie kurtki i pomału wyszedł z terenu należącego do cmentarza. 
Przez utratę ojca nauczył się jednego. Należy zawsze doceniać to co się ma i nieustannie się tym opiekować, by w momencie gdy to coś zniknie wiedzieć, że spędziliście z tym najszczęśliwsze chwile. 


*********************************************
Cudowne, nieskazitelne, piękne. Chce się płakać, prawda? To nic złego, coś tak pięknego zasługuje na to miejsce, zasługuje również na wasze komentarze, o które proszę w imieniu Oli.
Tak, jeszcze raz Wam dziękuję za 10 miesięcy razem i ogólnie za wszystko co dla mnie robicie.
Miesięcznica nietypowa, ale chyba lepsza niż zwykle, nie zanudzam statystykami, a ostatnio są większe niż zwykle, ale to na rok bloga, dowiecie się wtedy wszystkiego ;* W każdym razie jest już 160 tysięcy odsłon ♥ Co miesiąc 10 tysięcy dochodzi ^^ Mam nadzieję, że te ''Dni bloga Kathriny'' Wam się podobały, było dużo postów, radości i łez. Wszystkie One Shoty z konkursu były cudowne i dziękuję za wzięcie w nim udziału. Wszyscy dostaną nagrody w weekend! :3
Jeszcze raz gratuluję i dziękuję za wzięcie udziału.
Jesteście cudowni, najlepsi. 
Wszystko co dla mnie zrobiliście jest cudowne i wzruszające, dziękuję, kochani.
Trzymajcie się wszyscy ciepło! Rozdział już wkrótce!
Kocham Was, bardzo <33

Wasza:

Kathrina

środa, 7 maja 2014

Konkurs ~ Miejsce Drugie.



Dzisiaj jesteśmy coraz bliżej rocznicy bloga, to już jutro, a dzisiaj chciałabym przedstawić Wam, jednego z najlepszych One Partów, które czytałam w całym moim życiu. 
Bardzo filozoficzny, z wyjątkowym przesłaniem. Wszystko dopięte na ostatni guzik, wszystko idealne. Historia życia człowieka. Wyjątkowa, bardzo piękna. Ech, brak słów, aby to opisać, sami musicie przeczytać.
Przedstawiam Wam:

NIKOLETTĘ W. i jej One Shota pt. 
,, Każdy człowiek ma ten sam start i tą samą metę, tylko inny dystans do przebycia.''

*****************************************



„Każdego dnia coś się dzieje. 
Coś, co zmienia czyjeś życie. 
Pozytywnie, lub nie…
 Każda chwila jest na swój sposób wyjątkowa, ponieważ przeżyć ją można tylko raz. 

Czasem do naszych drzwi puka szczęście… Rodzi się nowy człowiek. Otwiera swoje oczy na szary świat i swoim uśmiechem dodaje mu kolorów. Jak na niemowlaka przystało, uśmiecha się do każdej z obserwujących go osób. Płacze, gdy jest spragniony i gdy brakuje mu matczynego ciepła. 

Potem wchodzi w okres niemowlęcy. Ze swojego łóżeczka poznaje pierwsze czynności zwykłych ludzi. Przechyla swoją malutką główeczkę i myśli… Nikt nie wie o czym.  Zaciska swoje powieki i pogłębia się w najpiękniejszych snach. Nie ma możliwości, by w wyobraźni nawiedziło go coś niedobrego, bo dziecko nie zna pojęcia „zła”. Wszystko jest dla niego pełne barw i dobra. 

Z czasem, gdy zaczyna raczkować, napotyka na różne przeszkody. A gdy uczy się stawiać pierwsze kroki, nie raz ląduje na ziemi. Jednak nigdy się nie poddaje. Myśli sobie „jak nie dzisiaj, to jutro”. Woła swoją mamusię, żeby pomogła mu wstać. A kiedy znowu jego malutkie stópki dotykają zimnej posadzki… Na nowo próbuje przebyć postawiony przez siebie dystans. 

Wiek przedszkolny jest jednym  z najlepszych okresów w życiu. Dziecko dalej nie ma świadomości zła, które otacza go z każdej strony. Poznaje kolegów i koleżanki. Zawiązuje pierwsze przyjaźnie. Uczy się życia. I będzie robiło to jeszcze bardzo, bardzo długo. 

Czas spędzony w podstawówce nie jest niczym nadzwyczajnym. Jest bardzo pracowity, a za razem spokojny. Poznaje się wtedy życie od strony nauki. Liczby, litery… Nuty… Z biegiem czasu łatwe, a w danej chwili ‘trudne sprawy’ wieku młodego.

Jeśli chodzi o gimnazjum to… Można o nim powiedzieć bardzo wiele i z wielu punktów widzenia. Pierwsze miłostki, wybory i problemy, które mogą mieć ogromny wpływ na przyszłość, która stoi przed naszym dzieckiem otworem. Dziecko zaczyna dojrzewać. Dostrzegać, że dobry i kochany świat, wcale nie jest taki wspaniały, jak mu się wcześniej wydawało. Z każdym dniem, dostrzega nowe niebezpieczeństwa, które na niego czekają. Czasem po nie sięga, a czasem pojmuje, że nie są potrzebne do szczęścia, a wywołują tylko ból.

Liceum… Szkoła średnia… Miłości zaczynają kwitnąć. Nabierają kształtu i Samku. Podobnie jak reszta życia. Wchodzi się w okres dorosłości. Pełnoletniość daje wiele możliwości… Zarówno dobrych, jak i złych. Właśnie w takim wieku dostrzegamy kolejne oblicza zła. 

Kiedy nasze dziecko ma ponad dwadzieścia lat… Zostaje rodzicem. Patrzy, jak jego pociecha otwiera zaspane oczka, jak płacze. Daje mu swoje ciepło, to samo, które jeszcze nie dawno było mu potrzebne. Opiekuje się swoim skarbem. Dba o jego potrzeby. Kocha je… Całym sercem.

Kiedy dziecko naszego dziecka dorasta… Jest to kolejny z piękniejszych okresów. Widzi się już wtedy wszystkie oblicza dobra i zła. Ma się świadomość swoich wyborów i wiążących się z nimi konsekwencjami. 

Wiek średni… Wtedy najbardziej dokuczają dziecku mijające lata.  Nie jest już takie zwinne i sprawne jak za młodu, ale znacznie dojrzalsze i ustabilizowane zarówno społecznie jak i materialnie. Jego charakter jest jak wino. Z wiekiem lepszy. Pełen swojego smaku, który jest charakterystyczny dla jego gatunku. No i należy dodać, że nasze dziecko zostaje babcią, lub dziadkiem… Na świat przychodzi jego wnuk. 

A gdy zaczyna się starość… Zaczyna zauważać rzeczy, które nie były widoczne wcześniej. Ma stary, zepsuty wzrok, ale dzięki niemu dostrzega  lepiej życie i to, jak szybko minęło. Nim nasze dziecko się obejrzy, zaczną mu dolegać kolejne objawy. Chore serce… Problemy z nerkami, czy wątrobą… To ostatnie chwile, by cieszyć się podarowanym przez los czasem. 

Po starości jest już ostatni okres życia. Nazywany potocznie śmiercią. Nasze dziecko wtedy zamyka swoje zszarzałe oczy. Jednak kolory, które pojawiły się wraz z jego przybyciem na świat pozostają. Pozostają w ukochanej osobie, synu lub córce i wnuczętach. W ich sercach. Dopóki pamięć o dziecku nie zniknie, ono będzie żyło. We wspomnieniach…. W kwiatach…. Marzeniach i snach… A nawet… W powie wiatru.” 


- Ojjj Federico, co Ty tam znowu piszesz? Powinieneś odpoczywać. Lekarz zabronił Ci pracować.
Żona usiadła obok starca na łóżku i zabrała mu podkładkę, na której Włoch pisał. Rzuciła okiem na koślawo kreślone słowa i zmarszczyła zsiwiałe brwi. Jako żona pisarza, nie raz widziała szkice książek. Zarysy pomysłów, które kłębiły się pod jego siwowłosą czupryną. Jednak to, co zobaczyła tym razem lekko nią wstrząsnęło. Jej schorowany małżonek opisał życie człowiek w pigułce. Opisał każdy etap, jakie dane jest mu przejść, albo nie… 
- Ludmiło… - podniosła na niego wzrok i ścisnęła jego dłoń. – Nie gniewaj się na mnie, ale musiałem przenieść tę myśl na papier. Ciążyła mi w głowie już od bardzo dawna. 
Uśmiechnęła się delikatnie i zaczęła kreślić na trzymanej dłoni kółka. 
- To jest takie pełne mądrości… - odpowiedziała. – Tak jak wszystko, co napisałeś. 
Włoch zmrużył powieki i westchnął. 
- Mądry jest nasz syn… Moje bazgroły są co najwyżej niegłupie. 
Kobieta przewróciła oczami.
- W takim razie są piękne. – odpowiedziała, na co Federico ponownie pokręcił powoli przecząco głową. 
- Piękna jest nasza wnuczka Julia. 
Jego głos wydawał się już być taki stary i zmęczony.  Żona nic mu nie odpowiedziała. Nie chciała się z nim kłócić. Wiedziała, że schorowany małżonek nie miał na to siły, ale był też zbyt uparty, by przyznać jej racje. 
- Ludmiło… -  ponownie wypowiedział jej imię, tym razem półszeptem. 
Kobieta podniosła na niego spojrzenie. Bardzo martwiło ją złe samopoczucie Włocha. Z każdą chwilą wydawał jej się co raz mniejszy i bardziej bezradny. 
- Tak? 
Otworzył na chwilę swoje zszarzałe oczy i spojrzał na żonę tym czułym spojrzeniem. 
- Na jakim etapie życia jesteś teraz?- spytał i zaczerpnął tchu, którego mu przez moment brakowało. 
Kobieta przez chwilę zastanawiała się nad odpowiedzią.  Długo analizowała pytanie męża, które nieco ją zaskoczyło.
- Nie wiem.. Chyba jestem na etapie wieku średniego. – uśmiechnęła się pogodnie. – Przynajmniej taką mam nadzieję. Nic mi jeszcze nie dolega. A Ty, Federico? 
Mężczyzna odwrócił spojrzenie, by ukryć łzy, które pojawiły się w jego oczach.  Ponownie zaczerpnął powietrza. Co raz trudniej mu się oddychało. To nie był jedyny mankament jego stanu zdrowia. Z wiekiem wszystkie jego narządy zaczynały się ‘zużywać’, a był za stary na przeszczepy i inne, podobne zabiegi. 
- Jestem na ostatnim etapie… - wyszeptał i spojrzał na ukochaną. – Ludmiło…
Po raz ostatni wypowiedział jej imię i zamknął oczy. Zamknął oczy tak samo, jak otworzył je sprzed laty. Odszedł… Umarł… Umarł ze świadomością,  że pamięć o nim pozostanie. Mimo, że skończył się czas jego bytu wśród żywych, jego duch nigdy nie opuści ukochanej żony, syna i wnuczki. Już zawsze będzie się nimi opiekował. Troszczył się o nich. A gdy oni kiedykolwiek za nim zatęsknią, poczują jego bliskość w swoim sercu. W kwiatach. Wspomnieniach. Marzeniach i snach… A nawet…. W powiewach wiatru. 


*********************************
Piękny, wiem. Aż łezka się w oku kręci. Nikoletta pokazała nam wszystko co najwspanialsze. Tak, gratuluję Ci bardzo kochanie. To coś wspaniałego, dziękuję za napisanie czegoś tak życiowego.
Swoje nagrody również otrzymasz w weekend :* Jeszcze raz Ci gratuluję pomysłu i zdobycia miejsca.
Cudownie. Brak mi aż słów.
Dziękuję.
Jutro miejsce pierwsze :)) I miesięcznica bloga ^^
I mamy nowy szablon! Dziękuję Nath z Szablono-Sfery ;* <3
I jeszcze raz ostrzegam. Jeżeli upierdliwy anonimek znów się odezwie, a strasznie mnie denerwują te błędy ortograficzne i mądrowanie się, opcja anonimowego komentowania zostanie zablokowana, a ja jeśli go namierzę, bez skrupułów- zgłoszę. Wkurza mnie tak bardzo, że mam ochotę odpisać, ale nie będę zniżać się do poziomu 10 latka. Dziękuję. Tyle w temacie, więc lepiej nie pokazuj się już na tym blogu. 
Pozdrawiam!

Kathrina

wtorek, 6 maja 2014

Konkurs ~ Miejsce Trzecie.



Nadszedł czas ukazać nasze podium. Miejsce trzecie zajmie wyjątkowy OS. Przepełniony, prawdą, miłością i nieskazitelnym uczuciem. Bardzo mnie urzekł, zakochałam się w nim. Jako jedyny był o... Diecesce! Ciekawy i jakże oryginalny One Shot, jak najbardziej zasłużył na miejsce w którym jest.
Więc, bez zbędnego przedłużania. Przedstawiam Wam:

ŚLICZNĄ
 i jej One Shota ,,Przebacz''

****************************************


  "Nie byłoby na świecie miłości, 
gdyby obdarowywała sobą tylko tych, 
którzy na nią zasługują" ~ Karl Heinrich Waggerl

     W Buenos Aires znajduje się szpital. Na świecie jest ich pełno, więc dlaczego ten jest wyjątkowy? Nie tylko dlatego, że pracują w nim dobrzy i wspaniali lekarze dla których nie są ważne pieniądze, lecz pomoc bliźniemu. Ale również, bo wydarzyła się tu pewna piękna historia pokazująca, że prawdziwa miłość przetrwa wszystko. Nawet najgorszą zdradę. Gdy kogoś na prawdę kochamy, przebaczymy mu każdą rzecz. Nawet jeśli jest to trudne, boli, to jednak lepiej wybaczyć. Życie jest bowiem zbyt krótkie, by się na siebie gniewać... 
     Francesca skończyła właśnie swoją zmianę. Pochodziła z północnej części Włoch. Czarnowłosa kobieta była bardzo urodziwa. Miała figurę modelki - której mogła jej pozazdrościć niejedna dziewczyna - duże, czekoladowe oczy oraz nie za duże, ale pełne usta, obecnie pomalowane jasnoróżową szminką. Jej znajomi mówili, że stawała się piękniejsza z każdym rokiem. Miała na sobie ciemne dżinsy, bordowy podkoszulek i czarne trampki. Nie lubiła nosić szpilek. Przy jej stu osiemdziesięciu centymetrach wysokości czułaby się w nich jak olbrzym, byłaby zbyt widoczna, wyróżniająca się. A nie lubiła odstawać.  Nie zakładała również biżuterii. Nie musiała. Jej najpiękniejszą ozdobą był życzliwy uśmiech oraz dobre serce. Zawsze przyjaźnie do wszystkich nastawiona, czuła się szczególnie dobrze wśród starszych pacjentów. Lubiła słuchać historii o ich życiu. To była cała Francesca. 
    Włoszka szła właśnie do samochodu. Czekał już tam na nią jej mąż - Diego. Z pochodzenia był Hiszpanem. Wysoki, opalony, dobrze zbudowany mężczyzna również był lekarzem. Nie zawsze miłym, ale porządnym. Jego największą wadą było to, że lubił się kłócić, czym często przysparzał sobie wiele kłopotów. 
     - Jak ci minął dzień, kochanie? - zapytała męża.
     - Dobrze - jego głos delikatnie zadrżał. Kobieta czuła, że coś było z nim nie tak. Zauważyła, że trzęsą mu się ręce.
     - Czy aby wszystko w porządku?
     - W jak najlepszym.
    I na tym się skończyło. Dalej jechali w ciszy. 
    - Francesca, musimy pogadać - zaczął Diego, gdy znaleźli się już w domu. Zaniepokoił ją jego ton. 
    - Tak?
    - Słuchaj ja już dłużej tak nie mogę. Obiecałem Violettcie, że się nie wygadam. Ale ja... Muszę ci powiedzieć! Nie mogę cię ciągle okłamywać!
    - No to mów - poprosiła.
    - Ja... ja cię zdradziłem. Z Violettą. Nie wiem jak to się stało... Miałem wtedy nocny dyżur. Siedziałem w gabinecie, gdy nagle weszła do niego Viola. Płakała. Mówiła, że chłopak ją rzucił. Podszedłem do niej, powiedziałem żeby się uspokoiła. I wtedy uniosła głowę. Wyglądała tak niewinnie. Musiałem... musiałem ją pocałować. Potem było coraz gorzej. Nie będę ci opowiadał szczegółów. Przepraszam.
     Francescę zatkało. Nie wiedziała co powiedzieć. Tragały nią sprzeczne emocje. Z jednej strony miała ochotę płakać, przytulić się do niego, wybaczyć, z drugiej uderzyć go i uciec. Uciec od niego jak najdalej tylko się da.
     - Zdradziłeś mnie - powtórzyła tępo.     
     - Francesca? - zapytał. Był już coraz bardziej zdenerwowany. Teraz nie tylko trzęsły mu się ręce. Cały się trząsł. Ze strachu jak ona może zareagować.
     - Zdradziłeś mnie... - szepnęła - zdradziłeś mnie z moją najlepszą przyjaciółką... - powiedziała z wyrzutem. Tym razem już głośniej - Ty... - już miała go uderzyć, jednak zdecydowała się  opuścić rękę, która znajdowała się już w powietrzu. Pokręciła głową - Nie ja tak nie mogę. Wracam do rodziców. 
     - Nie - złapał ją za rękę. Drgnęła. Odsunęła go delikatnie, popatrzyła mu w oczy, pokręciła smutno głową i poszła się pakować. Miała tego wszystkiego dość. Gdy tylko zniknęła w sypialni Diego usiadł na sofie, ukrył twarz w dłoniach i płakał. Płakał tak długo, że nie zauważył jak jego żona wychodzi. Gdy smutek przeszedł zastąpił go gniew. Wstał. Podszedł do komody, podniósł doniczkę z kwiatkami i rzucił nią w podłogę. Nieco mu ulżyło. Chciał zniszczyć więcej rzeczy, jednak wiedział, że to nic nie pomorze. Nie sprzątając, pomaszerował do sypialni. Trzasnął wściekle drzwiami i podszedł do szafki z płytami CD. Wyciągnął pierwszą lepszą i włożył do odtwarzacza. Zabrał pilot do niego i powlókł się do łóżka. Rozłożył się na nim, wcisnął przycisk "play" i podkręcił głośność tak, że hałas ranił mu uszy. Zamknął oczy. Całą swoją uwagę skoncentrował na muzyce. Skupił się nie tekście piosenek. Podziałało. Wsłuchany w głośny łomot, nie myślał o niczym innym, i o to właśnie chodziło. Leżał tak i leżał, zaczął już nawet bezbłędnie wtórować wokaliście. Przesłuchał całą płytę co najmniej cztery razy. W końcu zmorzył go sen.
      W tym czasie Francesca była już u rodziców. Przyjęli ją do siebie z otwartymi ramionami. Podobnie jak ich córka byli bardzo ciepli w stosunku do innych. Matka nigdy nie pracowała, cały czas zajmowała się domem raz dwójką dzieci. Francesca miała bowiem brata, Lukę. Był on od niej trzy lata starszy. Miał swój własny bar we Włoszech. Mieszkał tam ze swoją żoną oraz ślicznym, dwuletnim synkiem. Natomiast ojciec dziewczyny kiedyś pracował jako lekarz. To właśnie dlatego jego córka wybrała ten zawód. Poszła w ślady ojca. Oboje bardzo kochają swoją pracę. Są ze sobą bardzo zżyci. Ale nie tylko łączą ich wspólne zainteresowania. Otóż dziewczyna jest kopią swojego ojca. Po matce odziedziczyła jedynie kolor oczu.
     Gdy zobaczyli Fran całą we łzach mocno ją przytulili. Stali tak dodając jej otuchy. Po chwili dziewczyna odsunęła się od nich, uśmiechnęła się smutno i poszła do swojego dawnego pokoju. Jak ona dawno tam nie była. Nic się nie zmieniło. Drewniana podłoga, bladoróżowe ściany, spadzisty sufit, kilka najpotrzebniejszych mebli m.in. szafa, biurko i łóżko stały w tym samym miejscu. Wszystko to przywoływało wspomnienia. Zmęczona tym wszystkim, położyła torbę obok szafy i powlokła się do łóżka. Położyła się na nim i opatuliła szczelnie kołdrą. Poczuła jak kilka pojedynczych łez spływa po jej twarzy. Nigdy nie czuła się gorzej, niż dzisiaj. Czuła się zraniona. Najgorsze jest to, że zraniła ją osoba, którą tak kochała. Nie myślała o niczym innym, jak o wspólnych chwilach spędzonych z nim. Tak bardzo pragnęła się teraz obudzić. Jednak to nie był sen. Była to smutna rzeczywistość. Z przykrością stwierdziła, że to koniec. Koniec miłości. Koniec jej życia. 
     Następnego dnia Diego siedział w swoim gabinecie. Był tak zajęty, że nie zauważył jak jego przyjaciel usiadł przed nim.
     - Mam do ciebie sprawę - zaczął.
    Diego wzdrygnął się. Leon go troszkę przestraszył. Spojrzał znad papierów.
    - Tak?
    - Mam wyjechać do Afganistanu na misję lekarską. No wiesz... Będę zajmował się rannymi. Ale niestety moja mama nagle zachorowała. Niewiele jej zostało... - zająkał się - chciałbym spędzić te ostatnie chwile jej życia razem z nią. Ale żeby tu zostać muszę znaleźć zastępstwo. To pojedziesz za mnie? Zrozumiem jeśli się nie zgodzisz. W końcu masz żonę...
    - Zgadzam się - przerwał mu.
    - Na prawdę? - zapytał z nadzieją w oczach.
    - Tak - uradowany Leon podbiegł do przyjaciele i go wyściskał - to ja biegnę wszystko pozałatwiać. Cześć - wybiegł z gabinetu pozostawiając Diego'a samego. 
    Czy dobrze zrobił zgadzając się na propozycję przyjaciela? On uważa, że tak. Już nie ma nikogo, kto by mógł się o niego martwić, wiec co ma do stracenia? Nic. No właśnie. Nikt nie będzie za nim tęsknił.

**Kilka miesięcy później

     Gdy Francesca dowiedziała się o wyjeździe Diego'a była zrozpaczona. Nie mogła zrozumieć dlaczego wyjechał. Przecież mógł zginąć. Za wszystko obwiniała siebie. Gdyby tylko go zatrzymała, przebaczyła mu, on nadal by tu był. Cały i zdrowy. Tak jednak nie jest. Nie ma go. Nikt nie wie co się z nim dzieje. Co noc dziewczyna modli się, żeby tylko wrócił żywy. Nie może dopuścić do siebie myśli, że go zabraknie. Dopiero teraz zrozumiała jaki on jest dla niej ważny. Mówi się, że odległość to najlepsza próba miłości. Według Fran jej miłość do tego mężczyzna zwyciężyła tą próbę. Tak bardzo za nim tęskni, że nie może wyobrazić sobie dalszego życia bez niego. Kiedyś nie oglądała wiadomości. Teraz robi to co wieczór, sprawdzając czy aby nie ma o nim choćby najmniejszej wzmianki. Do tej pory nie było. Cieszyła się z tego. To znaczy, że nadal żyje.
     W szpitalu jest wszystko po staremu. Oprócz faktu, że już nie odzywa się do Violetty. Zerwała z nią wszelkie kontakty. Nie chce już mieć z nią do czynienia. Dopiero teraz zaczynają dochodzić do niej plotki, iż dziewczyna przespała się z większością facetów z personelu. Francesca się nią brzydzi. Chociaż boli ją, że osoba, którą miała za niemalże siostrę tak ją zraniła, cieszy się, że wyszło jak wyszło. Nie wie co by było gdyby żyła nadal w niewiedzy. Na całe szczęście nikt nie wie o zdradzie Diego'a. Widocznie Viola nie pisnęła ani słówka. Przynajmniej to oszczędzi włoszce przykrości. 
     Francesca biegła właśnie do windy. Spieszyła się na poranny obchód szpitala. Razem z nią w windzie stały dwie pielęgniarki, prowadzące niezwykle ożywioną konwersację. 
     - Przywieźli go dzisiaj rano. Słyszałam, że został postrzelony w lewą nogę.
     - Niewielu wie kim on jest, przez cały czas chodzi w kapturze, zasłaniającym całą jego twarz. 
     - Podobno jest niemową. 
    Drzwi windy otwarły się na piętrze na którym miała wysiądź. Kobiety zaciekawiły ją. Chciała poznać tego tajemniczego pacjenta. Pierwszy raz od kilku miesięcy była zainteresowana życiem w szpitalu. Postanowiła, że po obchodzie spotka się z Camilą. Ona jest największą plotkarą, wie wszystko. Czarnowłosa zaśmiała się pod nosem. Mimo to, lubiła Camilę. Miała piękne, falujące kasztanowe włosy, nieco okrąglejsze kształty i miły głos. Dziewczyna stała się jej nową przyjaciółką. Poznała ją zaraz po wyjeździe Diego'a. To ona była przyczyną tego, że Francesca się w sobie całkowicie nie zamknęła.
      Gdy skończyła obchód udała się do szpitalnej kawiarni. O tej porze nie powinno tam być tłoku. Nie myliła się. Zamówiła kawę i usiadła przy stoliku pod oknem. Upiła pierwszy łyk, gdy dziewczyna dosłownie wparowała do pomieszczenia. Ujrzała przyjaciółkę i szybko do niej podbiegła.
     - Mam nową plotkę - powiedziała z uśmiechem. Ona to nie ma się z czego cieszyć. Francesca zaśmiała się.
     - Czy chodzi ci może o tajemniczego pacjenta? 
     - To ty już wiesz? - upewniła się zrezygnowana - jak dużo?
    Włoszka przekazała jej kilka informacji usłyszanych od pielęgniarek. Okazało się, że właściwie to wszystko.
     - Mogę jedynie dodać, że podobno był już u co najmniej dziesięciu psychologów i żaden mu nie pomógł.
    Francesca zastanowiła się na chwilę. Coś nie dawało jej spokoju. Postrzelona noga. Prawdopodobnie był na wojnie. 
     - Diego - wymówiła szeptem. Momentalnie zbladła. Przeprosiła przyjaciółkę i czym prędzej pobiegła upewnić się czy się nie myliła. Musiała spotkać się z tym pacjentem jak najszybciej. Nie wiedziała jednak w które sali się znajduje, więc najpierw musi zahaczyć o recepcję. Wielkimi krokami powoli zbliżała się do windy. Przycisnęła guzik. Nie mogąc się uspokoić przez cały czas stukała butem. Gdy drzwi się wreszcie otwarły stanęła jak wryta. Przed sobą ujrzała człowieka, którego szukała. Mimo, iż siedział ze spuszczoną głową. Rozpoznała go. To był jej Diego. Żywy. Zauważyła, że strasznie schudł. Wciąż nie mogła uwierzyć, że to on.
     Mężczyzna uniósł głowę. To co zobaczył całkowicie go zaskoczyło. Ujrzał najpiękniejszą kobietę pod słońcem. Nie było dnia, żeby o niej nie myślał. Przez cały ten czas będąc w Afganistanie wspominał jej uśmiech. To on trzymał go przy życiu. Nie odzywał się do nikogo, tylko dlatego, że bał się, iż się rozpłacze. Jedno słowo mogło rozdrapać wszystkie rany, które tak niedawno zostały zabliźnione. Nie chciał tego. Ból wróciłby wtedy ze zdwojoną siłą. A wtedy już nie tylko byłby tu z postrzeloną nogą. Być może, byłby tu nieżywy. Nie zobaczyłby tej pięknej istoty wpatrującej się w niego tymi niesamowitymi, czekoladowymi oczami. Spoglądał na nią oczarowany, wręcz zahipnotyzowany. Jego zachwytu nie tłumił nawet straszliwy ból w nodze. Te kilka miesięcy rozłąki okazało się nic dla niego nie znaczyć. Nie dbał o to, czy będzie go chciała. Musiał jeszcze raz ją dotknąć. Choćby miałby to być ostatni raz. Był gotowy zrobić dla niej wszystko, nawet poświęcić własne życie. Nie zważając, na nogę wstał z wózka i mimo protestów pielęgniarki wolnym krokiem ruszył w stronę żony. Wyciągnął drżącą rękę w jej stronę Delikatnie pogłaskał ją po policzku. Czuł się świetnie. Nareszcie, jego rany się zagoiły, jego organy wróciły na swoje miejsce. Płuca wypełniały się energicznie powietrzem przesyconym słodką wonią jej perfum. Serce biło mu jak oszalałe. Był wyleczony. Lepiej - przysiągłby, że nigdy nic mu nie dolegało. 
    - Diego... - wyszeptała. Pojedyncza łza wypłynęła z jej oka. Starł ją koniuszkiem palca. 
    - Tęskniłem za tobą - zamknąwszy oczy, przycisnął wargi do jej skroni. Poczuł jak jej ramiona go oplatają. On również ją objął. Teraz już płakali oboje. 
    - Wybaczam ci. Już dłużej nie zniosę tej rozłąki - wyjąkała.
    - Kocham cię - powiedział. Wierzyła mu. Widziała to w jego oczach. Uśmiechnęła się.
    - Ja ciebie... - nie zdążyła dokończyć, bo przerwał jej namiętnym pocałunkiem.

                                                                   *
"Chcesz być szczęśliwy przez chwilę? Zemścij się. 
Chcesz być szczęśliwy na zawsze? Przebacz." ~Henri Lacordaire


*************************************************
Bardzo, mocno Ci gratuluję. Ten OS mnie poruszył, był prawdziwy, dziękuję, że wzięłaś udział w tym konkursie. Twoje nagrody również podeślę w weekend ;* 
I jak Wam się podobało? Zdawajcie swoje relacje w komentarzach!
A i teraz będę dodawała jak wrócę ze szkoły xD Czyli około 14/15, bo praktycznie tylko wtedy mam komputer :*
Jutro miejsce 2!
Do jutra <3

Kathrina

[Edit] Nowy szablon! Dziękuję Nath z Szablono Sfery! <3
[Edit2] Jeżeli upierdliwy anonimek znów się odezwie, a strasznie mnie denerwują te błędy ortograficzne i mądrowanie się, opcja anonimowego komentowania zostanie zablokowana, a ja jeśli go namierzę, bez skrupułów- zgłoszę. Wkurza mnie tak bardzo, że mam ochotę odpisać, ale nie będę zniżać się do poziomu 10 latka :) Dziękuję. Tyle w temacie, więc lepiej nie pokazuj się już na tym blogu. 

Layout byNath